Lifestyle
Vademecum Stylu
Kultura

Wybierz coś dla siebie

Shiseido Benefiance Concentrated Anti-Wrinkle krem pod oczy | Recenzja

Skóra wokół oczu wymaga szczególnego traktowania. Im jesteśmy starsze, tym większą uwagę powinniśmy skupiać na dbaniu o nią. Intensywne odżywianie to podstawa. Czy pomaga w tym przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Shiseido Benefiance Concentrated?

fot. SoShe.pl

Producent zapewnia, że Shiseido Benefiance Concentrated to krem do pielęgnacji skóry wokół oczu w szczególnie trudnych warunkach atmosferycznych. Rzeczywiście świetnie sobie radzi zimą, gdy w pomieszczeniach powietrze jest suche i skóra odczuwa dyskomfort. Idealnie sprawdza się również latem, gdy zewsząd atakuje nas smog, kurz, klimatyzacja… Zanieczyszczone i suche powietrze o tej porze roku szczególnie nie służy naszej skórze.



Lekarze dermatolodzy są zgodni co do tego, że im mniej słońca, a więcej wilgoci, tym dla skóry  lepiej. Bywa, że trudno zachować dobry balans. Na szczęście ratunkiem na wiele niedogodności, jakie spotykamy na co dzień, a które nie służą delikatnej skórze jest krem, który mocno i głęboko ją nawilża. Do takich właśnie należy Shiseido Benefiance Concentrated, który rewelacyjnie odżywia, ale też nawilża, wygładza i uspokaja skórę. Produkt sprawia, że niestraszna jest jej klimatyzacja czy suche powietrze z grzejników (w zależności od pory roku). Używany na dzień rozświetla okolice oczu, dlatego idealnie sprawdza się po zarwanej nocy. Po jego użyciu skóra wydaje się wypełniona od środka. Co istotne - dobrze reaguje na kosmetyki kolorowe, choć tu mam uwagę - na dzień lepiej nakładać go oszczędnie, ponieważ może pozostawiać lekki, tłusty film.

Krem lekko natłuszcza, dlatego polecam używać go na noc.

Komu polecam ow produkt? Powinny sięgnąć po niego osoby mające kłopot z podkrążonymi oczami. Krem wyraźnie je likwiduje, rozjaśniając skórę. Od czasu do czasu polecam zrobienie maseczki z produktu. Wystarczy po prostu położyć grubszą jego warstwę i pozwolić mu się wchłonąć. Po takim zabiegu skóra odpłaca się ładnym wyglądem.

Krem nie jest dedykowany wyłącznie kobietom dojrzałym. Pomaga w likwidacji cienkich linii prowadzących do powstawania zmarszczek, więc mogą (a nawet powinny) sięgać po niego dziewczyny, które 30. urodziny mają już za sobą. Myślę, że zadowolone będą też młodsze, które natura wyposażyła w bardzo delikatną skórę, i którym dają o sobie znać zmarszczki mimiczne.

Zapach jest raczej neutralny, przyjemny. Opakowanie zawiera 15 ml. Zaletą jest jednak to, że krem jest bardzo treściwy i aplikuje się go bardzo oszczędnie. W zupełności wystarczy niewielka jego ilość. Regularnie używany może wystarczyć nawet na 6 miesięcy.


Estetyczne opakowanie fot. SoShe.pl
Opakowanie fot. SoShe.pl
Skład kremu fot. SoShe.pl
Skład kremu fot. SoShe.pl

Na koniec zostawiam kwestię estetyczną. Co tu dużo mówić, krem schowany jest w ładnym opakowaniu przypominającym biżuterię. Z drugiej jednak strony dla tych, którzy wolą opakowania z pompką czy w tubce, szklany słoiczek może być mało higieniczny.

Czy warto? Warto! Z jedną uwagą - nie jest to krem likwidujący zmarszczki, a przeciwzmarszczkowy. Niestety, cudów nie ma.


* Shiseido Benefiance Concentrated Anti-Wrinkle Eye Cream o pojemności 15 ml
Cena 295. Promocja Douglas 219 zł


TO NIE JEST MATERIAŁ SPONSOROWANY. WSZYSTKIE WYRAŻONE OPINIE SĄ MOIMI WŁASNYMI. 

Lyocell (tencel) - co to za materiał?


W składach metek coraz częściej pojawia się składnik o dziwnie brzmiącej nazwie "lyocell". Warto rozwiązać zagadkę związaną z tym elementem naszych ubrań. Na początek spróbujmy odpowiedzieć na dwa pytania - skąd pochodzi i czy jest dla nas zdrowy.

 

Lyocell często łączy się z bawełną


Lyocell jest materiałem produkowanym z celulozy drzewnej, może być to na przykład drewno eukaliptusa. Pochodzenie materiału sprawia, że wiele osób mylnie sądzi, iż lyocell to nic innego jak znana od dawna wiskoza. Tak nie jest. Fakt, że w obu przypadkach materiał otrzymuje się otrzymuje się z celulozy, jednak inny jest proces ich produkcji. Tu produkcja polega na rozpuszczeniu celulozy, a w całym procesie nie stosuje się substancji żrących, tylko rozpuszczalnik nietoksyczny zwany NMMO czyli n-tlenek n-metylomorfoliny
Co ciekawe - wyroby z lyocellu poddane kompostowaniu ulegają biodegradacji w ciągu zaledwie 6 tygodni.

Naturalnym materiałem interesuje się świat high fashion i w środowiska ekologiczne

Zalety

 

Lyocell łączy zalety bawełny i wiskozy. Jest wytrzymały, elastyczny i higieniczny. Idealnie sprawdza się używany na tkaniny mający bezpośredni kontakt ze skórą. Włókna są miękkie, bardzo silne, posiadają bardzo dobre właściwości oddychające. W optymalnym stopniu pochłaniają wilgoć ale także regulują temperaturę, dlatego materiał wykorzystuje się do produkcji bielizny osobistej, która jest wyjątkowo przewiewna, miękka i delikatna. I co ważne - nie powoduje podrażnień skóry ani alergii.
Lyocell często łączy się z bawełną, dzięki czemu ubrania są delikatniejsze. Mniej się też gniotą i łatwiej je prasować. Patrząc na lyocell praktycznie, istotna jest informacje, iż może być prany i suszony mechanicznie.
Poza ubraniami lyocell wykorzystuje się do szycia pościeli, wsyp poduszek i kołder. Ponieważ może on imitować tkaniny takie jak zamsz czy skóra, produkuje się z niego materace oraz tapicerkę mebli wypoczynkowych.

Czytaj też 
Poliester. Materiał, który lepiej omijać z daleka 
Akryl - czy ten materiał jest bezpieczny?
Wełna dziewicza - idealny wybór?
Poliamid (nylon) - co to za materiał? 
Kaszmir - luksusowa wełna


Wady

 

Za wadę uznaje się to, że materiał wykazuje dużą oporność na farbowanie, dlatego do jego koloryzacji używa się silnych barwników chemicznych, często niebezpiecznych dla nas, konsumentów.

Warto wiedzieć

 

Lyocell znany jest również pod nazwą Tencel (głównie w Stanach Zjednoczonych).

10 luksusowych gadżetów, czyli na co nie warto wydawać pieniędzy

Ekstrawagancja dla jednych może być normą, innych może bawić, a kolejnych przerażać. Chciałabym wierzyć, że wielu z Was jest w tej pierwszej grupie i poniższe zestawienie uzna za przydatne. Mam jednak świadomość, że dla części czytelników ów materiał to zwykła ciekawostka, którą potraktują z przymrużeniem oka. 

 

Warto mieć na uwadze, że ekstrawaganckie i kosztowne gadżety znajdziemy w ofercie wielu firm, których nazwy są powszechnie znane. Przed Wami kilka ciekawostek od marek selektywnych.


Ręcznik plażowy Birkin Hermes

Firma Birkin Hermes znana jest z torebek, na które miłośniczki drogich dodatków czekają w kolejce nawet kilka miesięcy. W 2013 roku torebkę Birkin marki Hermes sprzedano podczas paryskiej aukcji za kwotę ponad 63 tys. dolarów. Model torebki wykonany ze skóry krokodyla jest jednym z najdroższych i najbardziej pożądanych akcesoriów na świecie.
Kto chce zabłysnąć latem na plaży, może zaopatrzyć się w ręcznik plażowy tej firmy. Do wyboru jest kilka wzorów. Cena 620 dol., ale czego nie robi się dla lansu.

fot. usa.hermes.com

Narzuta Hermes

Francuski dom mody dba o to, by jego najwierniejsi klienci mogli zaopatrzyć się w bardziej użyteczne przedmioty. Do takich zaliczyć można kaszmirowy, ręcznie haftowany pled. Narzuta ozdobiona jest kamieniami i kosztuje mniej więcej tyle, ile średniej klasy nowy samochód, czyli 24,5 tys. dol. (ok. 100 tys. zł.)

fot. hermes.com

Gry Burberry

Kratka Burberry to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli mody. Za symbol dobrego smaku wiele lat temu uznali ją angielscy arystokraci. I choć Burberry kojarzy się ze stylowym trenczem, w ofercie domu mody znajdziemy kilka ciekawych gadżetów, na przykład gry towarzyskie. Zestaw do gry w domino kosztuje blisko 2,9 tys. zł.

fot


Linijka, Louis Vuitton

Louis Vuitton do swojej całkiem sporej kolekcji designerskich akcesoriów wprowadził kolejne - linijkę o nazwie Nikki. Linijka pokryta jest skórką w odcieniu pudrowego różu i ozdobiona kwiatowymi motywami. Biurowy (szkolny) gadżet z logo Louis Vuitton to wydatek "zaledwie" 225 dol., czyli niespełna tysiąc złotych.

Czytaj też
Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Louboutin - luksusowa szpilka
Ray Ban - najpopularniejsze okulary świat
Converse. Najpopularniejsze trampki świata
Linijka biurowa od Louis Vuitton za 700 zł

fot. Louis Vuitton

Etui Eye-Trunk dla telefonów iPhone 7 i iPhone 7 Plus.

Telefony iPhone 7 i iPhone 7 Plus rozchodzą się jak ciepłe bułeczki. Louis Vuitton nie pozostaje w tyle w kwestii dodatków do ww. smartfonów. Dom mody oferuje etui na telefony ze swoim charakterystycznym monogramem. Podstawowa wersja to wydatek 1 250 dol., czyli nieco ponad 5 tys. zł.

fot. Louis Vuitton

Nakładka na biurko Louis Vuitton

Komu mało gadżetów z logo LV, może kupić sobie skórzaną nakładkę zabezpieczającą biurko. Prezentuje się wyjątkowo, a wydać trzeba na nią "zaledwie" 1 220 dol.


Notes Versace

Włoski dom mody, założony przez Gianniego Versace w 1978 roku znany jest na całym świecie. Kochają go głównie panie gustujące w kobiecych krojach. Poza ubraniami Versace oferuje całkiem ciekawe gadżety. Kupić tu można notes, który kosztuje 160 euro, czyli ponad 680 zł.

Popielniczka Versace

Wokół coraz mniej palaczy, być może dlatego popielniczka ze słynnym logo z głową Meduzy to wydatek rzędu 340 euro, czyli ok. 1,5 tys. zł.

fot. vercace.com

Gry od Ralph Lauren

Amerykański domu mody słynie z klasycznego, zachowawczego stylu. Zawsze jest jednak modnie i luksusowo. Czy gra, która umila czas mogłaby być więc tania? Raczej nie. Zestaw gier zawierający m.in. szachy z niklowymi pionkami to wydatek 4 995 dol. , czyli ponad 21 tys. zł.

 

Case od Gucci

Jeden z najstarszych domów mody powstał we Florencji w 1921 roku. Idzie z duchem czasu, nie należy się więc dziwić, że w asortymencie posiada obudowy na smartfony.
Case na iPhone'a ze słynnym logiem GG kosztuje 250 euro, czyli ok. 1 tys. zł.

fot. gucci.com










Słupsk - miasto murali


Słupsk jest popularny, przynajmniej od kiedy Robert Biedroń stał się jego prezydentem. Wiele osób nie wie, gdzie leży miasto, ale są przekonani, że chętnie by tutaj zamieszkali. Tak tu teraz fajnie. Rozmowy o polityce zostawiam jednak z boku, ponieważ wolę skupić się na tutejszych muralach. Ostatnio pojawiło ich się w Słupsku całkiem sporo.

 

Latem rzeczywiście jest tu dość przyjemnie, przynajmniej z punktu widzenia turysty. Miasto wypełniają parki, jest więc zielono. Jest też kilka całkiem ciekawych zabytków. 


Zamek Książąt Pomorskich kusi kolekcją 262 prac S.I. Witkiewicza. Niedaleko, nad wartkim nurtem rzeki Słupi stoi Baszta Czarownic. Jak wynika z kronik, właśnie tu przetrzymywano i torturowano uznaną za czarownicę Trinę Papisten, spaloną w 1701 r.
W budynku Poczty Głównej jako pisarz, pracował Heinrich von Stephan, człowiek, który był pomysłodawcą pocztówki. Urodził się w Słupsku w 1831 roku. Przy ul. Wojska Polskiego, przy osławionym barze mlecznym Poranek, powstała niewielka pizzeria. Pierwsza pizzeria w Polsce, która działa do dziś!

Wielbicieli architektury zainteresuje zapewne eklektyczny gmach Starostwa Powiatowego, kościół św. Jacka, gotycka kaplica św. Jerzego, a spragnionych wypoczynku skwer im. Pierwszych Słupszczan z pomnikiem "Upokorzony". Jest tu też jedna z najnowszych atrakcji Słupska - kolorowy mural. Ogromne dzieło przedstawia scenkę rodzajową z życia miasta. Dzieje się na nim naprawdę wiele, dlatego warto przyjrzeć się mu z uwagą. Artystyczna wizja ulicy nawiązuje do tutejszej historii. Znajdziemy na nim choćby artystów i twórców związanych ze Słupskiem. Jest więc Heinrich von Stephan, Waldorff, nawet czarownica, ale też wiele charakterystycznych dla miasta elementów architektury, część w duchu belle epoque.

fot. SoShe.pl

Kolejny mural znajdziemy w przejściu między ul. Nowobramską a ul. Bema. Przedstawia lalki ze znajdującego się w pobliżu Państwowego Teatru Lalki Tęcza.

Czytaj też
Los Angeles - co zobaczyć
Cypr - 10 miejsc, które trzeba zobaczyć
Paryż - śladami Chopina
Sopot - kultowe miejsca


fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl

fot. SoShe.pl


Tuż obok kolejne dzieło. Ścianę budynku przy ul. gen. Józefa Bema zdobi malunek rudowłosej, bosej kobiety, która obejmuje Basztę Czarownic. U jej stóp znajdują się słupskie zabytki: jest Muzeum Pomorza Środkowego, ratusz, kaplica św. Jerzego, zabytkowa kamienica, która stoi na Starym Rynku.

fot. SoShe.pl

Spacerując ulicami miasta przy przejściu podziemnym pod ul. Anny Łajming znajdziemy dzieło. Przedstawia artystę Otto Freundlicha, który urodził się w Słupsku.

fot. SoShe.pl

Przy ul. Lutosławskiego 32 znalazłam następną pracę, a na niej wielkie oko umieszczone w centralnym punkcie. Mural "Przeżyjemy w teatrze" powstał został z okazji jubileuszu 250-lecia Teatru Publicznego w Polsce.

fot. SoShe.pl






Kupujesz bułki w supermarkecie? Musisz wiedzieć co jesz!


Pachnące, ciepłe, prosto z pieca. Pieczywo w dyskoncie potrafi skraść serce. Problem jednak w tym, że ma ono niewiele wspólnego ze świeżością, a tym bardziej ze zdrowiem. Niespodzianką dla wielu osób jest fakt, iż zawiera składnik pochodzący z pierza kaczek, piór kurczaków, zwierzęcego włosia.


Statystyki mówią, iż ze sprzedażą na poziomie 400 tys. ton rocznie, pieczywo z dyskontów i supermarketów ma już blisko 15 proc. udziałów w całym rynku pieczywa w Polsce. Hit sprzedażowy, który pokochali Polacy.

 
fot. SoShe.pl

fot. SoShe.pl



Zastanawialiście się kiedyś, skąd się bierze pieczywo w supermarketach? Nie, nie wytwarza go pracownik, który na metalowej tacy taszczy je z pieca na półkę. Chociaż obsługuje minipiekarnię, a pieczywo faktycznie jest chrupiące i ciepłe, człowiek ten nie jest przecież piekarzem, a supermarket to nie piekarnia, w której wszystko robi się od podstaw, samodzielnie. W zdecydowanej większości "pieczywo z pieca" to... odgrzana, głęboko mrożona masa, która swoje już odleżała w chłodniach, po czym trafia do podpieczenia. Supermarketowa piekarnia zajmuje się więc rozmrażaniem i ostatecznym wypiekaniem, a nie pieczeniem.
Według analityków polskiego rynku pieczywa, już co dziesiąty chleb i bułka pochodzą z ciasta wcześniej głęboko zamrożonego.

W zakładach produkcyjnych (które mogą być umiejscowione w jakimkolwiek zakątku Europy) pieczywo produkuje się tonami, a potem wypieka i zamraża ciekłym azotem, po czym pakuje i przechowuje kilka miesięcy w magazynowych zamrażarkach, by je przetransportować dalej. Paczki wysyłane są do sklepów w różnych krajach, gdzie wypieki są odgrzewane i sprzedawane jako świeże i prosto z pieca. Data zamrożenia pozostaje nieznana.

Kolejna kwestia to skład pieczywa z supermarketu. Prawdziwy, dobry chleb składa się z wody, mąki i ewentualnego dodatku ziaren, bez chemicznych konserwantów. Aby go zrobić, trzeba mieć doświadczenie i wysokiej jakości składniki. Tymczasem mrożona masa naszpikowana jest chemią, pełna ulepszaczy i konserwantów, które mogą powodować reakcje alergiczne. Jest tam fosforan wapnia, diglicerydy, chlorek wapnia, emulgatory, stabilizatory, mleczan, azotyn, benzosan sodu, sorbinian potasu, modyfikowana skrobia ziemniaczana, liczne enzymy…
Chemia jest potrzebna pieczywu z supermarketu, bez niej nie miałoby możliwości przetrwać bez szwanku kilka miesięcy. Dzięki polepszaczom, "dobre wypieczenie" możliwe jest nawet 9 miesięcy po zamrożeniu. Co z tego ma klient? Pieczywo zwykle jest dobre (atrakcyjne) tylko w dniu zakupu.

Co znajdziemy w składzie

Warto mieć na uwadze, iż zgodnie z polskim prawem sklep ma obowiązek poinformować nas o składzie produktu i jego pochodzeniu. Informację "Pieczywo produkowane z ciasta głęboko mrożonego" oraz jego składzie znajdziemy w miejscu, które zwykle nie jest umieszczone na widoku. Co więc zawierają wypieki? Wiele tam substancji gwarantujących wygląd i przez pewien czas nawet smak, ale na pewno nie jakość. Oto trzy, o których warto wspomnieć:

L-cysteina

To bodaj najbardziej kontrowersyjny składnik pieczywa z supermarketu. L-cysteina (E-920) jest aminokwasem stosowanym w celu przedłużenia przydatności do spożycia wypieków - nadaje rozciągliwości i miękkości. Uznaje się ją za bezpieczną dla zdrowia. Skąd się bierze? Choćby z pierza kaczek, piór kurczaków, zwierzęcego włosia czy rogów krów. Pochodzi też z ludzkiego włosa. Wiele sygnałów mówi, że większość włosów stosowanych do wytwarzania L-cysteiny pochodzi z azjatyckich (chińskich) salonów fryzjerskich, choć w Europie używa się (najprawdopodobniej) produkowanej ze świńskiej szczeciny.
Jak działa L-cysteina? Pełni funkcję stabilizatora. Jej zadaniem jest zapobieganie kruszeniu się ciasta i jego przylepianiu się do maszyn. Dzięki niej ciasto jest rozciągliwe i miękkie.

Propionian wapnia

Propionian wapnia (E-282) stosuje się w wypiekach jako środek antypleśniowy. Składnik ten przedłuża okres przydatności pieczywa do spożycia chroniąc je przed zepsuciem. Związek ten może wywoływać bóle głowy, migreny, podrażnienia żołądka.

Sorbinian potasu

Konserwujący sorbinian potasu (E-202) może powodować reakcje podobne do alergicznych. Powinny się go wystrzegać kobiety w ciąży oraz dzieci. Dodaje się go do pieczywa, ponieważ przedłuża trwałość produktów.
Warto wiedzieć, że zawierają go też niektóre mieszanki do samodzielnego wypieku chleba w domowych automatach.




Los Angeles | Hollywood Boulevard - najsłynniejsza ulica świata, która może rozczarować


Pełna dziwaków, muzyków grających na byle czym i turystów przepychających się między wielką Myszką Mickey a sobowtórami Michaela Jacksona. To miejsce głośne i nie dla wszystkich przyjazne. Z drugiej jednak strony trudno tu nie być, kiedy wpada się do Los Angeles. Hollywood Boulevard, najsłynniejsza ulica świata, każdego roku staje się centrum wszechświata. Takie przynajmniej można odnieść wrażenie śledząc relacje z gali Oscarów.

fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl


Wielu chce się tu znaleźć, a już z całą pewnością każda z gwiazd amerykańskiego kina. Bo o ile spacer po Hollywood Boulevard nie jest specjalnym wysiłkiem, posiadanie własnej gwiazdy na odcinku Hollywood Walk of Fame (Hollywoodzka Aleja Gwiazd) nie jest już takie proste. Właśnie między innymi dzięki 2400 pięcioramiennym gwiazdom, upamiętniającym znane osobistości świata kina, telewizji, radia i muzyki, Hollywood Boulevard znajduje się w czołówce najsłynniejszych ulic świata.

Hollywood Boulevard może jednak rozczarować. Jest trochę jak wesołe miasteczko - głośne i pstrokate. Zaczyna się przy Laurel Canyon Boulevard, kończy przy Sunset Boulevard. Przechadzając się nią w jedną i drugą stroną odnieść można wrażenie, że trafiliśmy właśnie w zadziwiający świat absurdów. Pełno tu postaci z bajek i ludzi przebranych za bohaterów popularnych filmów. Zastanawiałam się, na co liczą ci ostatni. Może w ten sposób zarabiają na życie? A może czekają aż ktoś odkryje ich niewiarygodny talent? W Hollywood wszystko jest możliwe. Kto pamięta, że Brad Pitt po przyjeździe tutaj zajmował się telemarketingiem i występował jako maskotka-kurczak promując sieć meksykańskich restauracji?

W 1958 roku na Hollywood Blvd powstała Hollywoodzka Aleja Sław rozciągająca się na odcinku od Gower Street do La Brea Avenue. Spędzić tu można długie godziny poszukując gwiazdy ulubionej postaci. Niektóre, należące do najbardziej zasłużonych dla Hollywood osób, znaleźć można tuż przy wejściu do Dolby Theatre, miejscu, w którym odbywa się gala Oscarów (byłam wewnątrz, ale o tym innym razem). Nie jest to jednak regułą, a poszukiwanie nie zawsze jest proste. Ot, choćby gwiazda Marylin Monroe oddalona jest nieco od wspomnianego teatru. Znajdziecie ją już przy restauracji MacDonald. Dziwne? Nie do końca. W tym właśnie miejscu w czasach największej popularności aktorki mieściło się studio dbające o jej wizerunek. 

Poza osławionym Dolby Theatre jest tu też Teatr Chiński Graumana, przed którym są betonowe odciski stóp i dłoni gwiazd Hollywood, Muzeum Figur Woskowych, Teatr El Capitan.

fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl




Rivella - symbol Szwajcarii



O tym, że Szwajcarzy potrafią zaskakiwać świat, raczej nie trzeba nikogo przekonywać. Na własny użytek stworzyli wiele rzeczy, których zwyczajnie można im zazdrościć. Ja zazdroszczę im Rivelli, którą szczycą się podobnie jak serami czy czekoladą.


Komuś, kto w Szwajcarii ma spróbować napoju o nazwie Rivella po raz pierwszy, raczej nie warto mówić co w sobie zawiera. Tak się bowiem składa, że jeden z jej składników blokuje wiele osób do tego stopnia, że nie są w stanie jej przełknąć. Dlaczego? Nie mam pojęcia.




fot. SoShe.pl


Zanim więc padną pierwsze pytania, wytłumaczę szybko, jaki to  tajemniczy składnik sprawia, że przybywający do Szwajcarii turyści (oczywiście ci mniej odważni i zamknięci na nowości) nie sięgają po złocisty napój. To serwatka, czyli płyn powstały przy produkcji serów, których w Szwajcaria jest bez liku. Tych, którzy mają jakiekolwiek obawy przed spróbowaniem napoju zapewniam, że w smaku niczym nie przypomina on produktu ubocznego produkcji sera. Napój jest delikatnie gazowany, słodki. Smak? Coś pomiędzy colą a lemoniadą i może trochę kwasem chlebowym. Bardzo oryginalny i bardzo smaczny.

Ciekawa jest historia powstania Rivelli. W połowie XX wieku Robert Barth postanowił zaeksperymentować, dodając do serwatki kilka ziół, soku owocowego, cukru i kwasu mlekowego. W ten sposób otrzymał naturalnie gazowany napój. Jednak uwaga - pełen skład Rivelli, podobnie jak Coca-Coli jest pilnie strzeżoną tajemnicą przechowywaną w miejscowych skarbcach bankowych.

Na sklepowych półkach Rivella jest tu widywana zdecydowanie częściej niż Coca-Cola. Może się to wydać dziwne, ale nawet szwajcarska młodzież sięga po niego częściej niż po amerykański produkt. Zapewne nie dlatego, iż nie zawiera sztucznych barwników ani konserwantów, bo młodzież zwykle takimi "drobiazgami" nie zawraca sobie głowy, ale dlatego, że jest wyjątkowo smaczna. Kupują ją wszyscy i dostępna jest w każdej restauracji. Rocznie produkuje się jej 100 milionów litrów.


Czytaj też
Szwajcaria - śladami Jamesa Bonda 
Belle Epoque - nostalgia w szwajcarskim stylu



Oprócz wersji klasycznej z czerwoną etykietą, jest Rivella light z etykietą niebieską i Rivella z ekstraktem z zielonej herbaty z zieloną etykietą. Od niedawna jest też Rivella żółta o smaku sojowym. Wyprodukowano nawet specjalną wersję dedykowaną turystom z Azji, których w Szwajcarii jest obecnie całkiem sporo.

Półlitrowa butelka Rivelli kosztuje w sklepie około 1,5 CHF.

Czekolada - cudowny lek


Już dwie kostki czekolady poprawią nam humor

Jest wytworna i zmysłowa. Daje rozkosz, uszczęśliwia, nawet leczy. Kryje w sobie smak, który na długo pozostaje zakodowany w pamięci. Sam zapach czekolady zapewnia relaks i odprężenie. Nie bez powodu  przypisuje się jej boskie pochodzenie!

Wady? Owszem, posiada. W 100 gramach zawiera od 500 do 700 kalorii. Tej ujemnej strony czekolady nie da się obejść ani przeskoczyć. Można o niej zapomnieć, i tak będzie najlepiej.



Historia kakaowca, z którego powstaje czekolada liczy ok. 2,8 tys. lat. Gdy odkryto owoce tej rośliny, wytwarzano z niej napój, który spożywano z dodatkiem chili lub innych ostrych przypraw. Wyroby z kakaowca traktowano jak lek. Jako antidotum na różne choroby sprzedawane były nawet w aptekach na receptę. I być może wyda się to dziwne, ale zaledwie od 200 lat jemy czekoladę na słodko, w pralinach czy tabliczkach. I właśnie w tym miejscu pragnę zaznaczyć, że gorzka czekolada jest najzdrowszą ze wszystkich czekolad, oraz wszystkich słodyczy.

 

Na zdrowie


Bogate w magnez ziarna kakaowca są naturalnym antydepresantem. Czekolada łagodzi więc depresyjne nastoje i wycisza w sytuacjach kryzysowych.
Zjedzenie kawałka czekolady poprawia koncentrację i sprzyja złagodzeniu napięcia, dlatego powinny po nią sięgać osoby zestresowane. Już dwie, trzy kostki wywołują w mózgu wzrost poziomu neuroprzekaźników: serotoniny i endorfin. Serotonina zapewnia spokój i daje uczucie szczęścia, przeciwdziała depresji oraz zmniejsza podatność na schorzenia układu nerwowego, np. schizofrenię. Endorfiny, jak wiemy, poprawiają nastrój i potęgują odczuwanie przyjemności. Za sprawą fenyloetyloaminy, substancji pobudzającej, znajdującej się także w ludzkim mózgu, wprowadza w stan "lekkości". Fenyloetyloamina ma kojący wpływ na układ nerwowy, jest też uważana na naturalny afrodyzjak.

Czekolada zawiera też mnóstwo wartościowych składników, choćby flawonoidów, zwłaszcza katechiny, które są silnymi przeciwutleniaczami - chronią organizm przed chorobami układu sercowo-naczyniowego i nerwowego, oraz chorobami nowotworowymi, a także opóźniających proces starzenia się organizmu. Gorzka czekolada jest najbogatszym na świecie źródłem flawonoidów, które działają także przeciwzapalnie i przeciwzakrzepowo oraz pomagają zapobiegać nadciśnieniu.

Filiżanka rozkoszy


Można ją jeść i pić, jak kto lubi. Płynną czekoladę serwowano już w pierwszych kawiarniach, które zaczęły pojawiać się w Europie w XVII wieku. Nawet słynny uwodziciel Giacomo Casanova przedkładał filiżankę tego słodkiego napoju nad kieliszek wytrawnego szampana. Być może wiedział, że  wypicie dwóch filiżanek gorącej czekolady dziennie może zmniejszyć ryzyko demencji.

A może wiśniówka z czekoladowego kieliszka? Właśnie takiej napić się można podczas festiwalu w portugalskim Obidos fot. SoShe.pl

Wyjątkowego smaku i właściwości ogrzewających w chłodne dni dodać może gorącej czekoladzie szczypta chili, która zawiera kapsaicynę, mającą działanie podobne do witamin A, C i E - przyspiesza metabolizm, a nawet zapobiega powstawaniu komórek tłuszczowych. I błyskawicznie rozgrzewa.

Wszystkie zdrowotne właściwości gorzkiej czekolady zależą od zawartości kakao, dlatego sięgajmy po ciemne czekolady o zawartości kakao powyżej 70 proc.

Czekoladowe spa


Pachnące świece, wyciszająca muzyka i relaks. Brzmi nieźle, prawda? Czekolada zawojowała także instytuty SPA. Wszystko dlatego, że w kakao znajdują się substancje ujędrniające i odmładzające skórę, pomagające w zwalczaniu cellulitu i modelowaniu sylwetki.
Zabieg z czekoladą (czekoladoterapia) najczęściej rozpoczyna się od peelingu całego ciała ziarnami kakaowca, który ma za zadanie usunięcie zrogowaciałego naskórka, a następnie nawilżenie oraz uelastycznienie skóry. Tak przygotowane ciało jest gotowe do drugiego etapu zabiegu, czyli czekoladowej maski. Zabieg kończy wmasowanie kremu czekoladowego oraz filiżanka gorącej aromatycznej czekolady.

Gdzie kupić torebkę Louis Vuitton?



Fanek produktów Louis Vuitton przybywa w Polsce z miesiąca na miesiąc. Trudno się dziwić, w końcu logo francuskiej marki jest najbardziej kultowym znakiem towarowym na świecie, niezmiennie będącym synonimem luksusu i najwyższej jakości.


Produkty z logiem Vuitton uwielbiają milionerzy i gwiazdy filmowe. Na część asortymentu pozwolić sobie też mogą ludzie z mniej zasobnym portfelem. Za ok. 600 zł kupić już można jedwabną apaszkę, etui na klucze czy etui na karty. Ciekawe modele toreb mieszczą się w przedziale cenowym od 4 do 9 tys. zł.

Salon LV w Warszawie, w galerii Vitkac fot. SoShe.pl

 


Oryginalne produkty Louis Vuitton można oczywiście zdobyć z różnych źródeł. Z drugiej ręki dostępne są na wielu aukcjach internetowych. I choć opcja ta kusi niezmiernie (zwykle produkty oferowane są w atrakcyjnej cenie), wiele osób bije się z myślami, jak ustrzec się przed zakupem podróbki marki. Odpowiedzi są dwie - można to zrobić poznając dobrze produkty z logo LV lub kupując wyłącznie w firmowych sklepach producenta. Polecam drugie wyjście również dlatego, że robienie zakupów w butiku jest zwyczajnie przyjemne - klient czuje się zaopiekowany. Polityka firmy sprawia, że nawet wydanie kilku tysięcy złotych na torebkę staje się przyjemnością. Niektórych nawet uzależnia.

Torebki Louis Vuitton produkowane są w Europie, w różnych krajach m.in. we Francji, Hiszpanii i we Włoszech.

W Polsce w produkty francuskiej marki zaopatrzyć się można w stolicy. Pierwszy w naszym kraju butik marki Louis Vuitton otwarto w 2013 roku w Warszawie. Dwupoziomowy salon znajduje się w galerii Vitkac przy ul. Brackiej 9.

Kolejną opcją są zakupy zrobione za granicą. Czy to nie miłe, kiedy torebka czy nawet breloczek do kluczy przypomina nam miły wakacyjny (albo służbowy) wyjazd? Obecnie sklepy pod szyldem LV znajdują się w 62 krajach na całym świecie. Są we Francji i Anglii, ale też u naszych sąsiadów – w Niemczech, Czechach, Rosji i na Ukrainie.


Czytaj też
Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Louboutin - luksusowa szpilka
Ray Ban - najpopularniejsze okulary świat
Converse. Najpopularniejsze trampki świata
Linijka biurowa od Louis Vuitton za 700 zł



Berlin i Praga to idealne weekendowe kierunki, a relaks i zakupy idą przecież ze sobą w parze. W stolicy Niemiec znajdziemy butiki pod adresem Kurfürstendamm 185 i w domu towarowym KaDeWe przy Tauentzienstraße 21-24. Stolica Czech zaprasza do butiku LV pod adresem Pařížská 1074/3, Staré Město.

Salony LV znajdują się też Monachium, Wiedniu, Salzburgu, Rzymie. Idealne kierunki na krótkie, wakacyjne wypady.

fot. SoShe.pl


Kultowe miejsca | Bar Przystań w Sopocie


Być może dziwnie to zabrzmi, ale sopocki Bar Przystań to jedno z najbardziej kultowych miejsc w Trójmieście. Nie ważne czy jest lato, czy zima, w lokalu tuż przy plaży są tłumy, a ogonek po zupę rybną ciągnie się do drzwi, często wychodząc na ulicę.

fot. SoShe.pl


Wygląda dość niepozornie. W sumie to budynek, z placem przylegającym do plaży, na którym ustawione są stoliki i ławki. Nawet zimą, jeśli tylko świeci słońce, na powietrzu można jeść smażoną rybę czy kultową zupę rybną, o której zaraz kilka słów.
Wydawałoby się, że to miejsce jakich wiele, jednak nie do końca. Bar Przystań jest znany w całej Polsce. Co więcej, śmiało powiedzieć można, że jest sławny w całej Polsce. Moi znajomi mieszkający w Warszawie czy Krakowie wiedzą o tym miejscu naprawdę dużo. Kiedy tylko wpadają do Trójmiasta, z chęcią je odwiedzają.

Lokalizacja jest strzałem w dziesiątkę. Bar, w którym w przeszłości mieścił się szalet publiczny, przylega do plaży, a to robi wrażenie, szczególnie na gościach z głębi kraju. Złoty piasek i Zatoka Gdańska są na wyciągnięcie ręki. Można się więc rozkoszować smakiem ryb i pięknym widokiem od Klifu Orłowskiego, przez sopockie molo z przystanią jachtową, do mola gdańskiego i dalej do Portu Gdańskiego. Bonusem jest zlokalizowana tuż obok baru przystań rybacka z kolorowymi kutrami.

Tłumy są tu zawsze. Odwiedziłam bar na początku marca po godzinie 14 i sala była wypełniona po brzegi. Kolejka po dania sięgała drzwi. Latem wije się długim ogonkiem poza budynek. Swoje trzeba odstać, jednak nikogo to nie dziwi i nie martwi.


fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl


Wewnątrz miły morsko-rybacki klimat i sympatyczna obsługa, co w miejscach, gdzie zawsze są tłumy wcale nie jest oczywiste. W menu tatar z łososia, dorsz, halibut, makrela, miętus. Są też owoce morza - krewetki i kalmary. Dla tych, którzy nie lubią ryb jest pizza, dania z drobiu albo placki ziemniaczane.

Specjalnością firmy jest Zupa Rybaka, równie słynna jak sam bar. Treściwa, gęsta od rybnego mięsa. Kulinarne mistrzostwo świata, choć nie najtańsze. Za miskę zupy zapłacić trzeba 16 zł. Moim zdaniem cena jest nieco zawyżona. Mimo wszystko uwielbiam to danie i szczerze je polecam. Smacznego!


Freedom! ʼ90 - najseksowniejszy teledysk w historii muzyki



Ładny chłopiec - od tej łatki George Michael nie mógł się uwolnić przez długie lata. W szufladkę wpadł zaraz po tym, jak Andrew Ridgeley'em założyli w 1981 roku zespół Wham! Wideoklip "Freedom! 90" pozwolił mu na ucieczkę ze wspomnianej szuflady.


Wylansowali kilka przebojów. W latach osiemdziesiątych trudno było o kogoś, kto nie znał "Careless Whisper", "Wake Me Up Before You Go-Go" czy świątecznego hitu "Last Christmas". Wiosną 1986 roku zespół Wham! ogłosił zakończenie działalności. Głównym z powodów rozpadu grupy były ambicje George'a Michaela, który zdecydował się występować solo. 

George Michalel oraz występujące w teledysku Linda Evangelista i Christy Turlington fot. facebook.com/georgemichael

 

Po jakimś czasie okazało się, że potrzebne jest mu mocne uderzenie i jakiś sposób na zerwanie ze starym wizerunkiem. Jeśli wziąć to pod uwagę, absolutnie oryginalny był pomysł na wideoklip "Freedom! 90", w którym sam wokalista nie pojawił się nawet przez sekundę. Ryzykowne, ale genialne. Wygrała nie twarz ładnego chłopca, ale jego głos. Stało się tak po tym, jak George oświadczył, że jest zbyt znużony, by promować album "Listen Without Prejudice vol. 1". Reżyser David Fincher (reżyser m.in. The Social Network, Podziemny krąg, Siedem) wpadł więc na pomysł, by w klipie do promującej album piosenki "Freedom! ʼ90" pojawiło się pięć modelek z okładki styczniowego numeru brytyjskiej edycji "Vogue'a" i zarazem pięć największych gwiazd światowego modelingu - Naomi Campbell, Tatjana Patitz, Cindy Crawford, Linda Evangelista i Christy Turlington. Wystąpili też modele - John Pearson, Mario Sorrenti, Peter Formby i Todo Segalla.


Czytaj też
George Michael - 10 rzeczy, których o nim nie wiedzieliście


Nie bez znaczenia więc jest to, jak sam klip wyglądał. I to, że nazwany został najseksowniejszym teledyskiem w historii muzyki. Dziewczyny śpiewały głosem George'a. Uważny obserwator zauważy, że na ekranie widać spalenie w ogniu trzech rzeczy, które Michael lansował kilka lat wcześniej w teledysku do utworu "Faith" z 1987, a które kojarzyły się z jego wizerunkiem: skórzana kurtka, gitara oraz szafa grająca, która wybucha. Teledysk błyskawicznie zyskał status kultowego.

Klip "Freedom! ʼ90" premierę miał 30 października 1990 roku. Już jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w utworze użyte zostały sample z piosenek Arethy Franklin i Jamesa Browna.

***

George Michael urodził się 25 czerwca 1963 roku w Londynie jako Georgios Kyriacos Panayiotu Legendarny piosenkarz zmarł w wieku 53 lat w swoim domu w Oxfordshire w Wielkiej Brytanii. W trakcie kariery sprzedał ponad 100 mln egzemplarzy swoich albumów.

Naked 3 | Paleta uniwersalnych cieni do oczu

Paleta cieni Naked 3 nie jest nowością na rynku. Upłynęło wystarczająco dużo czasu, by sprawdzić, czy na cześć produktu firmy Urban Decay śpiewać można hymny pochwalne, czy kupienie go jest przelotnym romansem i stratą pieniędzy.

 

Paleta Naked 3 fot. SoShe.pl



Paleta na pierwszy rzut oka wydaje się dość romantyczna, co odstraszać może dziewczyny gustujące w ostrzejszym makijażu. Tu raczej chodzi o subtelną elegancję, co mi osobiście bardzo odpowiada.

Naked 3 to dwanaście kolorów w odcieniach ciepłego różu - od bladego, połyskującego różu po czerń z różowym brokatem. Co jednak może zaskakiwać, gama kolorystyczna nie ogranicza nas w najmniejszym stopniu. Idealnie nadaje się do wykonania makijażu dziennego i wieczorowego. Wystarczy więc jedna paleta, by prawdziwie zaszaleć. Wiele osób jest zdania, że to idealna paleta ślubna.

Cienie w kolorystyce Rose Gold są idealne dla dziewczyn o zielono-niebieskich oczach, pięknie podkreślają i podbijają barwę tęczówki. Są też kolory nietuzinkowe, np. szarość, ciemny brąz z drobinami czy brąz wpadający w śliwkę - idealne do do wszelkiego rodzaju smokey. Wykończenia cieni również uznać można za wyjątkowe - satyny, maty, cienie błyszczące oraz typu luster.

Z paletą otrzymujemy dwustronny pędzelek, który jednak okazuje się bezużyteczny. W niektórych egzemplarzach jest też komplet próbek wszystkich baz UD.

Paleta ukryta jest w solidnym, odpornym na wstrząsy metalowym opakowaniu i posiada duże i przejrzyste lustro. Można z nią śmiało podróżować, bez strachu o zniszczenie cieni.

Zalety

Paleta Naked 3 fot. SoShe.pl

 

° Do niewątpliwych zalet cieni zaliczyć trzeba to, iż są trwałe i cały dzień można mieć pewność, że makijaż utrzyma się na oczach idealnie, bez konieczności poprawiania.

° Kolejnym mocnym punktem jest też pigmentacja. Łatwo też je blendować i tworzyć miękkie, subtelne przejścia, dzięki czemu praca z cieniami nie sprawi kłopotów początkującym - raczej nie ma szans zrobić sobie nimi 'krzywdy'.

° O trwałości warto porozmawiać nieco dłużej, szczególnie jeśli mamy zamiar wykonywać cieniami makijaż wieczorowy, którego zadaniem jest utrzymanie się nawet do świtu. Naked 3 bez problemu radzi sobie w tym temacie, nawet na drugi dzień jest na oczach. Oczywiście, jeśli podstawą makijażu oka będzie baza pod cienie.

° Cienie są bardzo wydajne.

Wady


° Cienie czasami się osypują, jednak nie bardziej, niż inne produkty z tej samej półki cenowej.

° Minusem może być też ograniczenie matowych cieni, na punkcie których świat ostatnio szaleje.

° Cena - nie oszukujmy się, paleta nie należy do najtańszych (240 zł ), ale Sephora czasami oferuje rabaty np. -20 proc., więc polecam kupować właśnie wtedy.




Bawełna organiczna - co to za materiał

Na sklepowych półkach coraz częściej pojawiają się ubrania i produkty wykonane z bawełny organicznej. Warto więc zadać sobie pytanie, czym właściwie materiał ten różni się od bawełny jakiej używamy od dawna i czy warto uznać jego wyższość?


Skąd się bierze bawełna

Bawełna, należąca do najczęściej uprawianych roślin na świecie, jest produktem naturalnym. Kojarzy się z czymś zdrowym, w przeciwieństwie do materiałów takich jak akryl czy poliester. Czy rzeczywiście nam nie zagraża? Warto się zastanowić. Świat opanowały nowoczesne bowiem, komercyjne uprawy, które coraz dalej odbiegają od natury i coraz mniej się z nią liczą. Uprawiana na szeroką skalę konwencjonalna bawełna jest dokładnie zabezpieczana przed szkodnikami, a jej rozwój przyspiesza się poprzez aplikację silnych środków chemicznych, z których wiele zostało sklasyfikowanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako wyjątkowo niebezpieczne dla naszego zdrowia.


Inaczej jest w przypadku bawełny organicznej. Tu proces produkcji jest starannie kontrolowany, począwszy od hodowli nasion poprzez uprawę, aż po gotowe produkty. Plantacje, na których rośnie to powrót do naturalnych metod uprawy roślin, a wzrost bawełny odbywa się zgodnie z procesami zachodzącymi w przyrodzie.

Najważniejszą zaletą jest to, że przy jej uprawie wykorzystywane są nieszkodliwe dla środowiska substancje - bez sztucznych nawozów i chemicznych środków do spryskiwania roślin. Gleby są całkowicie wolne od pestycydów i chemii - certyfikat ekologiczny gleba dostaje po 3-letniej kwarantannie, podczas której musi być  wolna od wszelkich sztucznych substancji. To sprawia, że bawełna organiczna nie kumuluje szkodliwych substancji takich jak pestycydy, metale ciężkie, sztuczne nawozy czy gmo. Inaczej jest w przypadku bawełny konwencjonalnej, która zawiera pozostałości pestycydów stosowanych podczas uprawy.

♥︎ Uprawa ekologiczna pochłania więcej czasu, wiąże się z większymi nakładami pracy, a co za tym idzie - kosztami

Rezygnacja ze stosowania silnej chemii sprawia, że plony bawełny organicznej nie są tak bujne, a chwasty wyrywać trzeba ręcznie. Ograniczenie w naturalny sposób produkcji podnosi koszty.

Również ręcznie bawełna jest zbierana, dzięki czemu zachowuje czystość i delikatność. Ręczny zbiór sprawia tez, iż nie miesza się z olejem z nasion, więc nie zachodzi konieczność jej chemicznego czyszczenia.

Do jej mycia używane są łagodne, naturalne środki, dzięki czemu włókna nie są osłabione przez chemię. Są za to trwalsze i miękkie.

Czytaj też 
Poliester. Materiał, który lepiej omijać z daleka 
Akryl - czy ten materiał jest bezpieczny?
Wełna dziewicza - idealny wybór?
Poliamid (nylon) - co to za materiał? 
Kaszmir - luksusowa wełna

W produkcji tradycyjnej stosowane barwniki chemiczne często zawierają miedź, cynk i inne metale ciężkie. Podczas procesów barwienia bawełny organicznej używane są wyłącznie naturalne nietoksyczne barwniki, np. glinki.


Zalety bawełny organicznej


Sposób produkcji sprawia, iż włókna organicznej bawełny są mocniejsze (w porównaniu z bawełną konwencjonalną), bardziej wytrzymałe, odporne na rozciąganie i mechacenie, ponieważ nie są osłabione silnymi chemicznymi środkami czyszczącymi i barwnikami. To też sprawia, że stanowi mniejsze ryzyko wywołania alergii skórnych i podrażnień. Ponieważ włókna nie są niszczone przez chemikalia, bawełna jest milsza w dotyku, bardziej miękka, nie posiada drażniącego, chemicznego zapachu.

Koszulka z bawełny organicznej jest droższa od wykonanej z bawełny, jaką zwykle spotykamy w sklepach (możemy kupić już za 35-40 zł.), jednak w zamian za wyższą cenę otrzymujemy dużo wyższą jakość. Przy wyborze ubrań jest się nad czym zastanawiać, podobnie jak w przypadku kaszmiru czy wełny dziewiczej.

Dlaczego nie chudniesz na diecie? 6 błędów, jakie popełniasz

"Od jutra się odchudzam", "Od poniedziałku zabieram się za siebie","W przyszłym tygodniu zaczynam dietę" - ile razy wypowiadałyście te zdania? Plany planami, a życie życiem. Nie raz udowodniło, że odchudzanie to całkiem trudna sprawa.


Tydzień drakońskiej diety, a waga ani drgnie. Znasz to? Każda z nas zna. Można się załamać, albo poszukać przyczyn takiego stanu rzeczy. Poniżej kilka odpowiedzi na pytanie, dlaczego rezultaty podczas odchudzania bywają marne.

 



° Przygotuj się na to, że dieta jest czasochłonna


Między bajki włożyć można obietnice, mówiące o oszałamiających rezultatach pojawiających się po trzech dniach, nawet po tygodniu. Skuteczne odchudzanie tak nie działa. Z góry więc załóż, że na satysfakcjonujące wyniki będziesz musiała poczekać kilka tygodni. Zdrowe tempo odchudzania to przedział od 0,5- 1 kg tygodniowo czyli 3-4 kg miesięcznie. Należy nastawić się na regularne i trwałe spadki wagi, a nie ekspresowy efekt. Szybkie odchudzanie zapewnia jedynie szybki powrót do poprzedniej wagi, i zwiotczenie skóry.

° Poszukaj motywacji


Wiele z nas często "zapala" się do diety, ale po trzech dniach zapał znika i nie ma nikogo, kto by podtrzymał na duchu i dopingował. Bliscy zwykle przeszkadzają kontynuowaniu diety, zwykle pączkami i czekoladą.
Bez motywacji i silnej woli na pewno się nie uda. Niektórym pomaga powieszenie zdjęcia wymarzonej sylwetki na lodówce, innym dążenie do figury, jaką ma koleżanka, a jeszcze innym walka o dobre samopoczucie. Każda metoda, która będzie skuteczna, jest dobra. Motywacja jest bardzo indywidualna sprawą.Z pewnością i bez wyjątku motywujące są pierwsze pozytywne rezultaty diety.

Czytaj też
W jaki sposób woda odchudza


° Musisz jeść, by schudnąć


Nie jem śniadania… Nie jem kolacji… Jem jeden posiłek dziennie… Która z nas nie odchudzała się w ten sposób, myśląc wydawałoby się logicznie, że skoro od jedzenia się tyje, należy przestać jeść. Efektów zero, bowiem niejedzenie to o 33 proc. wolniejszy metabolizm. Organizmu nie da się oszukać. Natura sprawiła, że dba on o swoje zasoby energetyczne i bardzo boi się kryzysu. Gdy tylko wyczuje, że jest zaniedbywany, natychmiast zaczyna robić zapasy w postaci tłuszczyku.

° Niezwykle istotne są (tak samo jak menu) pory, o których spożywasz posiłki


Organizm funkcjonuje najlepiej, również na diecie, jeśli jemy często. Ale często nie oznacza ciągle. Przerwy między posiłkami powinny wynosić ok. 3-4 godzin. Ani mniej, ani więcej. Częstsze spożywanie posiłku sprawia, że organizm otrzyma nowy zastrzyk energii, zanim jeszcze uporał się z poprzednim, a to prosta droga do wzrostu wagi. Dłuższe przerwy sprawią natomiast, że głodzimy organizm, który w rezultacie zaczyna gromadzić tłuszczyk na "czarną godzinę".

° Dopasuj dietę do trybu życia


Ten punkt łączy się z poprzednim. Wiele z nas wie, że ma jeść co 3 godziny, ale nie zawsze pasuje to do trybu pracy jaki prowadzi. Największy kłopot mają osoby pracujące zmianowo i mające nocne dyżury - nie wiedzą jak postąpić z dietą. Najlepszym wyjściem jest przygotowywanie sobie pełnowartościowych posiłków i zabieranie ich do pracy.

° Gdzie logika?


Wiele osób bierze pierwszą lepszą dietę i realizuje ślepo przepisy z kartek, nie widząc w tym głębszej logiki, nie dostrzegając fundamentalnych zasad i nie ucząc się dobrego sposobu odżywiania. Wykonywanie jedynie poleceń z kartki to ślepa ulica. Nie o to chodzi w diecie. Najważniejsza jest świadomość i zmiana sposobu żywienia.

° Na koniec ważna rada - na rynku nie brakuje diet i pomysłów na zrzucenie kilku kilogramów, jednak nie wszystkie można uznać za zdrowy sposób odchudzania. Jeżeli chcecie na zawsze pozbyć się balastu w postaci nadprogramowych kilogramów z korzyścią dla ciała i ducha, polecam skonsultować się ze specjalistą.

waga ani drgnie. Gdzie tkwi błąd?

http://www.poradnikzdrowie.pl/diety/abc-odchudzania/odchudzanie-13-powodow-dlaczego-nie-mozesz-schudnac_36657.html
waga ani drgnie. Gdzie tkwi błąd?

http://www.poradnikzdrowie.pl/diety/abc-odchudzania/odchudzanie-13-powodow-dlaczego-nie-mozesz-schudnac_36657.html

Linijka biurowa od Louis Vuitton za 700 zł


Drogie gadżety od słynnego projektanta to nic nowego. Wiele domów mody posiada je w swoim asortymencie. Louis Vuitton do swojej niemałej już kolekcji designerskich akcesoriów wprowadził kolejne - linijkę biurową (szkolną) o nazwie Nikki. Jej koszt to 140 funtów (ok. 700 zł).


Nowy produkt z logo LV ma długość zaledwie 15 cm, bez problemu zmieści się więc do kosmetyczki czy szkolnego piórnika. Linijka pokryta jest skórką w odcieniu pudrowego różu i ozdobiona kwiatowymi motywami, czyli szablonami klasycznych kwiatowych wzorów LV.

Fot. Louis Vuitton
To nie pierwszy gadżet biurowy, jaki do swej kolekcji wprowadził dom mody Louis Vuitton, słynący z drogich torebek i walizek. W ofercie posiada już:

* komplet ołówków June
* notatnik Gustave
* skórzany piórnik Elizabeth

Poza tym w sekcji "Home Decor" są też ramki na zdjęcia, kieszonkowe lusterka, pudełka na biżuterię. Jak przekonuje LV, produkty te idealnie nadają się np. na prezent.


Czytaj też
Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Louboutin - luksusowa szpilka
Ray Ban - najpopularniejsze okulary świat
Converse. Najpopularniejsze trampki świata


Wprowadzając na rynek tego typu produkty francuski producent stara się walczyć o konsumentów klasy średniej. Sama linijka podobno cieszy się dużą popularnością wśród kupujących.

Coachella 2017. Specjalna festiwalowa kolekcja H&M


H&M i festiwal muzyczny Coachella po raz kolejny udowadniają, że moda i sztuka mogą iść w parze. W ubiegłych roku w wyniku współpracy powstała specjalna kolekcja szwedzkiej sieciówki #HMLovesCoachella. W tym roku jest podobnie.



Coachella to kultowy i już dzisiaj klasyczny w formie festiwal muzyczny (i nie tylko, bo w swojej nazwie ma także sztukę). Zaczynał jako jednodniowe wydarzenie, by wydłużyć się do dwóch dni, a w końcu do trzech. 

fot. materiały prasowe

 


Założony został w 1999 roku na obszarze Empire Polo Club w Indio we wschodniej Kalifornii. Dzisiaj to ogromne przedsięwzięcie, na które sprzedaje się nawet 200 tysięcy biletów i które zawiera aż siedem scen, w tym największą "Coachella Stage". Każdy, kto kiedykolwiek był na gdyńskim Open’erze, może sobie wyobrazić skalę amerykańskiego festiwalu. Obie imprezy są do siebie podobne. Przede wszystkim też pod względem różnorodności gatunkowej muzyki. Na Choachella Festival posłuchamy tak alternatywnego rocka, jak i wyrafinowanej elektroniki czy undergroundowego dance’u oraz freakowego hip-hopu. Ale i nie jest tam obcy klasyczny mainstream. W Kalifornii niezapomniane koncerty dały tak wielkie gwiazdy, jak Nine Inch Nails, Rage Agains The Machine, Arcade Fire, Beastie Boys, Snoop Dogg czy Florence Welch. Nie zabrakło też klasyków nad klasykami, czyli Madonny, Prince’a, AC/DC i Guns ‘N’ Roses.

Moda kocha festiwale

 

Odbywające się w plenerze festiwale od dawna inspirują świat mody. Od lat na sklepowych półkach pojawiają się modele dedykowane letnim imprezom. Jednak H&M jest pierwszą marką modową, która podjęła współpracę z festiwalem Coachella w celu stworzenia całej linii odzieżowej i dodatków. Dzięki temu w ubiegłym roku na festiwalu królowały kolorowe patchowkowe sukienki, szydełkowe topy, dżinsowe ogrodniczki, wzorzyste kombinezony, modele z frędzlami i spódnice z hippie kwiatkami. Taka waśnie była kolekcja #HMLovesCoachella. Również w tym roku zapowiadane są "wydania specjalne" Już 30 marca do sklepów stacjonarnych H&M i sprzedaży online trafi limitowana kolekcja H&M loves Coachella 2017. Tym razem projektanci H&M postawili na koronkowe sukienki na cienkich ramiączkach, metaliczne body, pudrowo różowe plisowane spódnice, denimowe kurtki z kwiecistymi zdobieniami oraz bluzy z kapturem, topy w gotyckie grafiki i koszule z kolorowymi printami. Są również festiwalowe akcesoria - chokery czy różowe okulary kształcie serduszek.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe


Katy Perry powiedziała w zeszłym roku, że to właśnie na tym festiwalu ludzie pozwalają sobie na największe modowe eksperymenty.

W ubiegłym roku firma H&M wybrała Maffashion (Julię Kuczyńską) do "globalnego składu" i reprezentowania swojej marki na festiwalu Coachella. Jesteś jedną z pięciu blogerek z całego świata, która została zaproszona na to wydarzenie do Kaliforni.

Coachella 2017 

 

To, co odróżnia Coachellę od innych podobnych wydarzeń, to okres, w którym się odbywa. O ile festiwale muzyczne na całym świecie to domena lata (od późnego czerwca do końca sierpnia), tak kalifornijska impreza wybrała sobie daty wiosenne, konkretnie kwiecień. Nie inaczej będzie w tym roku. Coachella 2017 odbędzie się w dwa weekendy: 14-16 oraz 21-23 kwietnia. Głównymi gwiazdami będą m.in. Radiohead, The XX, Empire Of The Sun, Kendrick Lamar, Beyonce oraz New Order.

Ray Ban - najpopularniejsze okulary świata




Odziany trampki Converse i spodnie marki Levis James Dean w "Buntowniku bez powodu" chronił się przed słońcem wkładając na nos Ray Bany. Model Aviator popularny był już w latach 50. ubiegłego wieku, jednak nieśmiertelny stał się za sprawą Toma Cruisa, który w 1986 r. skutecznie wylansował go w filmie "Top Gun".



Kiedy projektowano pierwsze okulary marki Ray Ban (nazwa firmy to połączenie dwóch słów oznaczających „promień: i „zakręt” - Ray-Ban), nikt nie przypuszczał, że ich design stanie się ponadczasowy, wiecznie modny i pożądany. Ich twórcy z pewnością byliby tym faktem zaskoczeni. Co więcej, od przeszło 70 lat kształt Aviatorów nie uległ modyfikacjom, a one same podbiły nie tylko glob, ale i kosmos. Aviatory od Ray Bana to pierwsze przeciwsłoneczne okulary, które zawitały na księżycu.




Audrey Hepburn w "Śniadaniu u Tiffaniego" w okularach Ray Ban model Myflower


Na rynku pojawiły się w 1937 roku i nie stworzył ich żaden słynny projektant. Wyprodukowano je na potrzeby amerykańskiej armii.

Pomysł wyprodukowania pierwszych okularów przeciwsłonecznych marki Ray Ban zrodził się, kiedy generał John MacCready podczas lotu balonem przekonał się o przykrych skutkach wystawiania nieosłoniętych oczu na silne promieniowanie słoneczne. Był pilotem, więc wiedział, że jego grupa zawodowa miewa podobne kłopoty. MacCready zwrócił się do firmy Bausch&Lomb* z prośbą o zaprojektowanie okularów dla sił powietrznych Stanów Zjednoczonych. Firma podjęła wyzwanie i stworzyła okulary, które blokują słoneczny blask przy jednoczesnym zapewnieniu wyraźnego obrazu. Filtrujące promienie UV szkła umieszczono w oprawce autorstwa francuza Samuela Boucharda - tak narodziły się Aviatory, okulary dla pilotów. Pierwsze okulary przeciwsłoneczne pokochali Churchill i Eisenhower.

Obecnie najczęściej wybierane całej oferty są modele Aviator, Wayfarer i Clubmaster. Są klasyczne, o uniwersalnym fasonie, pasujące do większości kształtów twarzy i typów urody.

W krótkim czasie na rynku pojawiły się modele ze szkłami do użytku komercyjnego - użycia we mgle, które przeznaczone były dla osób zajmujących się polowaniem czy wędkarstwem. Później swoje okulary górskie dostali wspinacze, aż wreszcie pojawiły się oprawki do okularów korekcyjnych, łączące w sobie wysoką jakość z prostotą oraz ekstrawagancję z elegancją.

W 1952 roku firma wypuściła model Ray-Ban Wayfarer, w którym zakochało się Hollywood. Aktorzy nosili je nie tylko prywatnie, ale w znanych produkcjach. Zagrały choćby w "Śniadaniu u Tiffaniego" z Audrey Hepburn (model Myflower), "Blues Brothers" z Johnem Belushi'm i Danem Aykroydem. W latach 60 marka w katalogu miała już 50 modeli zarówno dla mężczyzn, kobiet jak i dzieci.



Czytaj też 
Converse. Najpopularniejsze trampki świata
James Dean - król życia Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Black dress, czyli historia klasycznej małej czarnej
Skóra saffiano - czy warto inwestować w produkty z niej wykonane


Klasyczne Wayfarery lansowali je m.in. Peter Fonda, Marilyn Monroe i oczywiście James Dean. W oldschoolowych okularach pojawiali się Marilyn Monroe, Andy Warhol, Jim Morrison, Axl Rose, Madonna, czy Michael Jackson. Gwiazdy sprawiły, iż zaczęto je postrzegać nie tylko jak praktyczny produkt, ale także jako modny dodatek. Natomiast Tom Cruise sprawił, że oprawki Aviator zarezerwowane wcześniej dla pilotów, policjantów czy kierowców, wyszły na ulicę i po dziś dzień chronią oczy przechodniów.

Tom Cruise w filmie "Top Gun" wylansował model Ray Ban Aviator fot. materiały prasowe

Jak rozpoznać oryginał

 

Produkty marki Ray Ban są w gronie najczęściej podrabianych towarów na świecie. Oryginalne okulary sygnowane są na froncie soczewki i na wykończeniach zauszników znakiem towarowym Ray-Ban.

* Od momentu powstania marki w 1937 roku aż do roku 1999 produkowała je firma Bausch & Lomb. Później marka została przejęta przez włoską firmę Luxottica Group.