Lifestyle
Vademecum Stylu
Kultura

Wybierz coś dla siebie

Rivella - symbol Szwajcarii



O tym, że Szwajcarzy potrafią zaskakiwać świat, raczej nie trzeba nikogo przekonywać. Na własny użytek stworzyli wiele rzeczy, których zwyczajnie można im zazdrościć. Ja zazdroszczę im Rivelli, którą szczycą się podobnie jak serami czy czekoladą.


Komuś, kto w Szwajcarii ma spróbować napoju o nazwie Rivella po raz pierwszy, raczej nie warto mówić co w sobie zawiera. Tak się bowiem składa, że jeden z jej składników blokuje wiele osób do tego stopnia, że nie są w stanie jej przełknąć. Dlaczego? Nie mam pojęcia.




fot. SoShe.pl


Zanim więc padną pierwsze pytania, wytłumaczę szybko, jaki to  tajemniczy składnik sprawia, że przybywający do Szwajcarii turyści (oczywiście ci mniej odważni i zamknięci na nowości) nie sięgają po złocisty napój. To serwatka, czyli płyn powstały przy produkcji serów, których w Szwajcaria jest bez liku. Tych, którzy mają jakiekolwiek obawy przed spróbowaniem napoju zapewniam, że w smaku niczym nie przypomina on produktu ubocznego produkcji sera. Napój jest delikatnie gazowany, słodki. Smak? Coś pomiędzy colą a lemoniadą i może trochę kwasem chlebowym. Bardzo oryginalny i bardzo smaczny.

Ciekawa jest historia powstania Rivelli. W połowie XX wieku Robert Barth postanowił zaeksperymentować, dodając do serwatki kilka ziół, soku owocowego, cukru i kwasu mlekowego. W ten sposób otrzymał naturalnie gazowany napój. Jednak uwaga - pełen skład Rivelli, podobnie jak Coca-Coli jest pilnie strzeżoną tajemnicą przechowywaną w miejscowych skarbcach bankowych.

Na sklepowych półkach Rivella jest tu widywana zdecydowanie częściej niż Coca-Cola. Może się to wydać dziwne, ale nawet szwajcarska młodzież sięga po niego częściej niż po amerykański produkt. Zapewne nie dlatego, iż nie zawiera sztucznych barwników ani konserwantów, bo młodzież zwykle takimi "drobiazgami" nie zawraca sobie głowy, ale dlatego, że jest wyjątkowo smaczna. Kupują ją wszyscy i dostępna jest w każdej restauracji. Rocznie produkuje się jej 100 milionów litrów.


Czytaj też
Szwajcaria - śladami Jamesa Bonda 
Belle Epoque - nostalgia w szwajcarskim stylu



Oprócz wersji klasycznej z czerwoną etykietą, jest Rivella light z etykietą niebieską i Rivella z ekstraktem z zielonej herbaty z zieloną etykietą. Od niedawna jest też Rivella żółta o smaku sojowym. Wyprodukowano nawet specjalną wersję dedykowaną turystom z Azji, których w Szwajcarii jest obecnie całkiem sporo.

Półlitrowa butelka Rivelli kosztuje w sklepie około 1,5 CHF.

Czekolada - cudowny lek


Już dwie kostki czekolady poprawią nam humor

Jest wytworna i zmysłowa. Daje rozkosz, uszczęśliwia, nawet leczy. Kryje w sobie smak, który na długo pozostaje zakodowany w pamięci. Sam zapach czekolady zapewnia relaks i odprężenie. Nie bez powodu  przypisuje się jej boskie pochodzenie!

Wady? Owszem, posiada. W 100 gramach zawiera od 500 do 700 kalorii. Tej ujemnej strony czekolady nie da się obejść ani przeskoczyć. Można o niej zapomnieć, i tak będzie najlepiej.



Historia kakaowca, z którego powstaje czekolada liczy ok. 2,8 tys. lat. Gdy odkryto owoce tej rośliny, wytwarzano z niej napój, który spożywano z dodatkiem chili lub innych ostrych przypraw. Wyroby z kakaowca traktowano jak lek. Jako antidotum na różne choroby sprzedawane były nawet w aptekach na receptę. I być może wyda się to dziwne, ale zaledwie od 200 lat jemy czekoladę na słodko, w pralinach czy tabliczkach. I właśnie w tym miejscu pragnę zaznaczyć, że gorzka czekolada jest najzdrowszą ze wszystkich czekolad, oraz wszystkich słodyczy.

 

Na zdrowie


Bogate w magnez ziarna kakaowca są naturalnym antydepresantem. Czekolada łagodzi więc depresyjne nastoje i wycisza w sytuacjach kryzysowych.
Zjedzenie kawałka czekolady poprawia koncentrację i sprzyja złagodzeniu napięcia, dlatego powinny po nią sięgać osoby zestresowane. Już dwie, trzy kostki wywołują w mózgu wzrost poziomu neuroprzekaźników: serotoniny i endorfin. Serotonina zapewnia spokój i daje uczucie szczęścia, przeciwdziała depresji oraz zmniejsza podatność na schorzenia układu nerwowego, np. schizofrenię. Endorfiny, jak wiemy, poprawiają nastrój i potęgują odczuwanie przyjemności. Za sprawą fenyloetyloaminy, substancji pobudzającej, znajdującej się także w ludzkim mózgu, wprowadza w stan "lekkości". Fenyloetyloamina ma kojący wpływ na układ nerwowy, jest też uważana na naturalny afrodyzjak.

Czekolada zawiera też mnóstwo wartościowych składników, choćby flawonoidów, zwłaszcza katechiny, które są silnymi przeciwutleniaczami - chronią organizm przed chorobami układu sercowo-naczyniowego i nerwowego, oraz chorobami nowotworowymi, a także opóźniających proces starzenia się organizmu. Gorzka czekolada jest najbogatszym na świecie źródłem flawonoidów, które działają także przeciwzapalnie i przeciwzakrzepowo oraz pomagają zapobiegać nadciśnieniu.

Filiżanka rozkoszy


Można ją jeść i pić, jak kto lubi. Płynną czekoladę serwowano już w pierwszych kawiarniach, które zaczęły pojawiać się w Europie w XVII wieku. Nawet słynny uwodziciel Giacomo Casanova przedkładał filiżankę tego słodkiego napoju nad kieliszek wytrawnego szampana. Być może wiedział, że  wypicie dwóch filiżanek gorącej czekolady dziennie może zmniejszyć ryzyko demencji.

A może wiśniówka z czekoladowego kieliszka? Właśnie takiej napić się można podczas festiwalu w portugalskim Obidos fot. SoShe.pl

Wyjątkowego smaku i właściwości ogrzewających w chłodne dni dodać może gorącej czekoladzie szczypta chili, która zawiera kapsaicynę, mającą działanie podobne do witamin A, C i E - przyspiesza metabolizm, a nawet zapobiega powstawaniu komórek tłuszczowych. I błyskawicznie rozgrzewa.

Wszystkie zdrowotne właściwości gorzkiej czekolady zależą od zawartości kakao, dlatego sięgajmy po ciemne czekolady o zawartości kakao powyżej 70 proc.

Czekoladowe spa


Pachnące świece, wyciszająca muzyka i relaks. Brzmi nieźle, prawda? Czekolada zawojowała także instytuty SPA. Wszystko dlatego, że w kakao znajdują się substancje ujędrniające i odmładzające skórę, pomagające w zwalczaniu cellulitu i modelowaniu sylwetki.
Zabieg z czekoladą (czekoladoterapia) najczęściej rozpoczyna się od peelingu całego ciała ziarnami kakaowca, który ma za zadanie usunięcie zrogowaciałego naskórka, a następnie nawilżenie oraz uelastycznienie skóry. Tak przygotowane ciało jest gotowe do drugiego etapu zabiegu, czyli czekoladowej maski. Zabieg kończy wmasowanie kremu czekoladowego oraz filiżanka gorącej aromatycznej czekolady.

Gdzie kupić torebkę Louis Vuitton?



Fanek produktów Louis Vuitton przybywa w Polsce z miesiąca na miesiąc. Trudno się dziwić, w końcu logo francuskiej marki jest najbardziej kultowym znakiem towarowym na świecie, niezmiennie będącym synonimem luksusu i najwyższej jakości.


Produkty z logiem Vuitton uwielbiają milionerzy i gwiazdy filmowe. Na część asortymentu pozwolić sobie też mogą ludzie z mniej zasobnym portfelem. Za ok. 600 zł kupić już można jedwabną apaszkę, etui na klucze czy etui na karty. Ciekawe modele toreb mieszczą się w przedziale cenowym od 4 do 9 tys. zł.

Salon LV w Warszawie, w galerii Vitkac fot. SoShe.pl

 


Oryginalne produkty Louis Vuitton można oczywiście zdobyć z różnych źródeł. Z drugiej ręki dostępne są na wielu aukcjach internetowych. I choć opcja ta kusi niezmiernie (zwykle produkty oferowane są w atrakcyjnej cenie), wiele osób bije się z myślami, jak ustrzec się przed zakupem podróbki marki. Odpowiedzi są dwie - można to zrobić poznając dobrze produkty z logo LV lub kupując wyłącznie w firmowych sklepach producenta. Polecam drugie wyjście również dlatego, że robienie zakupów w butiku jest zwyczajnie przyjemne - klient czuje się zaopiekowany. Polityka firmy sprawia, że nawet wydanie kilku tysięcy złotych na torebkę staje się przyjemnością. Niektórych nawet uzależnia.

Torebki Louis Vuitton produkowane są w Europie, w różnych krajach m.in. we Francji, Hiszpanii i we Włoszech.

W Polsce w produkty francuskiej marki zaopatrzyć się można w stolicy. Pierwszy w naszym kraju butik marki Louis Vuitton otwarto w 2013 roku w Warszawie. Dwupoziomowy salon znajduje się w galerii Vitkac przy ul. Brackiej 9.

Kolejną opcją są zakupy zrobione za granicą. Czy to nie miłe, kiedy torebka czy nawet breloczek do kluczy przypomina nam miły wakacyjny (albo służbowy) wyjazd? Obecnie sklepy pod szyldem LV znajdują się w 62 krajach na całym świecie. Są we Francji i Anglii, ale też u naszych sąsiadów – w Niemczech, Czechach, Rosji i na Ukrainie.


Czytaj też
Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Louboutin - luksusowa szpilka
Ray Ban - najpopularniejsze okulary świat
Converse. Najpopularniejsze trampki świata
Linijka biurowa od Louis Vuitton za 700 zł



Berlin i Praga to idealne weekendowe kierunki, a relaks i zakupy idą przecież ze sobą w parze. W stolicy Niemiec znajdziemy butiki pod adresem Kurfürstendamm 185 i w domu towarowym KaDeWe przy Tauentzienstraße 21-24. Stolica Czech zaprasza do butiku LV pod adresem Pařížská 1074/3, Staré Město.

Salony LV znajdują się też Monachium, Wiedniu, Salzburgu, Rzymie. Idealne kierunki na krótkie, wakacyjne wypady.

fot. SoShe.pl


Kultowe miejsca | Bar Przystań w Sopocie


Być może dziwnie to zabrzmi, ale sopocki Bar Przystań to jedno z najbardziej kultowych miejsc w Trójmieście. Nie ważne czy jest lato, czy zima, w lokalu tuż przy plaży są tłumy, a ogonek po zupę rybną ciągnie się do drzwi, często wychodząc na ulicę.

fot. SoShe.pl


Wygląda dość niepozornie. W sumie to budynek, z placem przylegającym do plaży, na którym ustawione są stoliki i ławki. Nawet zimą, jeśli tylko świeci słońce, na powietrzu można jeść smażoną rybę czy kultową zupę rybną, o której zaraz kilka słów.
Wydawałoby się, że to miejsce jakich wiele, jednak nie do końca. Bar Przystań jest znany w całej Polsce. Co więcej, śmiało powiedzieć można, że jest sławny w całej Polsce. Moi znajomi mieszkający w Warszawie czy Krakowie wiedzą o tym miejscu naprawdę dużo. Kiedy tylko wpadają do Trójmiasta, z chęcią je odwiedzają.

Lokalizacja jest strzałem w dziesiątkę. Bar, w którym w przeszłości mieścił się szalet publiczny, przylega do plaży, a to robi wrażenie, szczególnie na gościach z głębi kraju. Złoty piasek i Zatoka Gdańska są na wyciągnięcie ręki. Można się więc rozkoszować smakiem ryb i pięknym widokiem od Klifu Orłowskiego, przez sopockie molo z przystanią jachtową, do mola gdańskiego i dalej do Portu Gdańskiego. Bonusem jest zlokalizowana tuż obok baru przystań rybacka z kolorowymi kutrami.

Tłumy są tu zawsze. Odwiedziłam bar na początku marca po godzinie 14 i sala była wypełniona po brzegi. Kolejka po dania sięgała drzwi. Latem wije się długim ogonkiem poza budynek. Swoje trzeba odstać, jednak nikogo to nie dziwi i nie martwi.


fot. SoShe.pl
fot. SoShe.pl


Wewnątrz miły morsko-rybacki klimat i sympatyczna obsługa, co w miejscach, gdzie zawsze są tłumy wcale nie jest oczywiste. W menu tatar z łososia, dorsz, halibut, makrela, miętus. Są też owoce morza - krewetki i kalmary. Dla tych, którzy nie lubią ryb jest pizza, dania z drobiu albo placki ziemniaczane.

Specjalnością firmy jest Zupa Rybaka, równie słynna jak sam bar. Treściwa, gęsta od rybnego mięsa. Kulinarne mistrzostwo świata, choć nie najtańsze. Za miskę zupy zapłacić trzeba 16 zł. Moim zdaniem cena jest nieco zawyżona. Mimo wszystko uwielbiam to danie i szczerze je polecam. Smacznego!


Freedom! ʼ90 - najseksowniejszy teledysk w historii muzyki



Ładny chłopiec - od tej łatki George Michael nie mógł się uwolnić przez długie lata. W szufladkę wpadł zaraz po tym, jak Andrew Ridgeley'em założyli w 1981 roku zespół Wham! Wideoklip "Freedom! 90" pozwolił mu na ucieczkę ze wspomnianej szuflady.


Wylansowali kilka przebojów. W latach osiemdziesiątych trudno było o kogoś, kto nie znał "Careless Whisper", "Wake Me Up Before You Go-Go" czy świątecznego hitu "Last Christmas". Wiosną 1986 roku zespół Wham! ogłosił zakończenie działalności. Głównym z powodów rozpadu grupy były ambicje George'a Michaela, który zdecydował się występować solo. 

George Michalel oraz występujące w teledysku Linda Evangelista i Christy Turlington fot. facebook.com/georgemichael

 

Po jakimś czasie okazało się, że potrzebne jest mu mocne uderzenie i jakiś sposób na zerwanie ze starym wizerunkiem. Jeśli wziąć to pod uwagę, absolutnie oryginalny był pomysł na wideoklip "Freedom! 90", w którym sam wokalista nie pojawił się nawet przez sekundę. Ryzykowne, ale genialne. Wygrała nie twarz ładnego chłopca, ale jego głos. Stało się tak po tym, jak George oświadczył, że jest zbyt znużony, by promować album "Listen Without Prejudice vol. 1". Reżyser David Fincher (reżyser m.in. The Social Network, Podziemny krąg, Siedem) wpadł więc na pomysł, by w klipie do promującej album piosenki "Freedom! ʼ90" pojawiło się pięć modelek z okładki styczniowego numeru brytyjskiej edycji "Vogue'a" i zarazem pięć największych gwiazd światowego modelingu - Naomi Campbell, Tatjana Patitz, Cindy Crawford, Linda Evangelista i Christy Turlington. Wystąpili też modele - John Pearson, Mario Sorrenti, Peter Formby i Todo Segalla.


Czytaj też
George Michael - 10 rzeczy, których o nim nie wiedzieliście


Nie bez znaczenia więc jest to, jak sam klip wyglądał. I to, że nazwany został najseksowniejszym teledyskiem w historii muzyki. Dziewczyny śpiewały głosem George'a. Uważny obserwator zauważy, że na ekranie widać spalenie w ogniu trzech rzeczy, które Michael lansował kilka lat wcześniej w teledysku do utworu "Faith" z 1987, a które kojarzyły się z jego wizerunkiem: skórzana kurtka, gitara oraz szafa grająca, która wybucha. Teledysk błyskawicznie zyskał status kultowego.

Klip "Freedom! ʼ90" premierę miał 30 października 1990 roku. Już jako ciekawostkę warto wspomnieć, że w utworze użyte zostały sample z piosenek Arethy Franklin i Jamesa Browna.

***

George Michael urodził się 25 czerwca 1963 roku w Londynie jako Georgios Kyriacos Panayiotu Legendarny piosenkarz zmarł w wieku 53 lat w swoim domu w Oxfordshire w Wielkiej Brytanii. W trakcie kariery sprzedał ponad 100 mln egzemplarzy swoich albumów.

Naked 3 | Paleta uniwersalnych cieni do oczu

Paleta cieni Naked 3 nie jest nowością na rynku. Upłynęło wystarczająco dużo czasu, by sprawdzić, czy na cześć produktu firmy Urban Decay śpiewać można hymny pochwalne, czy kupienie go jest przelotnym romansem i stratą pieniędzy.

 

Paleta Naked 3 fot. SoShe.pl



Paleta na pierwszy rzut oka wydaje się dość romantyczna, co odstraszać może dziewczyny gustujące w ostrzejszym makijażu. Tu raczej chodzi o subtelną elegancję, co mi osobiście bardzo odpowiada.

Naked 3 to dwanaście kolorów w odcieniach ciepłego różu - od bladego, połyskującego różu po czerń z różowym brokatem. Co jednak może zaskakiwać, gama kolorystyczna nie ogranicza nas w najmniejszym stopniu. Idealnie nadaje się do wykonania makijażu dziennego i wieczorowego. Wystarczy więc jedna paleta, by prawdziwie zaszaleć. Wiele osób jest zdania, że to idealna paleta ślubna.

Cienie w kolorystyce Rose Gold są idealne dla dziewczyn o zielono-niebieskich oczach, pięknie podkreślają i podbijają barwę tęczówki. Są też kolory nietuzinkowe, np. szarość, ciemny brąz z drobinami czy brąz wpadający w śliwkę - idealne do do wszelkiego rodzaju smokey. Wykończenia cieni również uznać można za wyjątkowe - satyny, maty, cienie błyszczące oraz typu luster.

Z paletą otrzymujemy dwustronny pędzelek, który jednak okazuje się bezużyteczny. W niektórych egzemplarzach jest też komplet próbek wszystkich baz UD.

Paleta ukryta jest w solidnym, odpornym na wstrząsy metalowym opakowaniu i posiada duże i przejrzyste lustro. Można z nią śmiało podróżować, bez strachu o zniszczenie cieni.

Zalety

Paleta Naked 3 fot. SoShe.pl

 

° Do niewątpliwych zalet cieni zaliczyć trzeba to, iż są trwałe i cały dzień można mieć pewność, że makijaż utrzyma się na oczach idealnie, bez konieczności poprawiania.

° Kolejnym mocnym punktem jest też pigmentacja. Łatwo też je blendować i tworzyć miękkie, subtelne przejścia, dzięki czemu praca z cieniami nie sprawi kłopotów początkującym - raczej nie ma szans zrobić sobie nimi 'krzywdy'.

° O trwałości warto porozmawiać nieco dłużej, szczególnie jeśli mamy zamiar wykonywać cieniami makijaż wieczorowy, którego zadaniem jest utrzymanie się nawet do świtu. Naked 3 bez problemu radzi sobie w tym temacie, nawet na drugi dzień jest na oczach. Oczywiście, jeśli podstawą makijażu oka będzie baza pod cienie.

° Cienie są bardzo wydajne.

Wady


° Cienie czasami się osypują, jednak nie bardziej, niż inne produkty z tej samej półki cenowej.

° Minusem może być też ograniczenie matowych cieni, na punkcie których świat ostatnio szaleje.

° Cena - nie oszukujmy się, paleta nie należy do najtańszych (240 zł ), ale Sephora czasami oferuje rabaty np. -20 proc., więc polecam kupować właśnie wtedy.




Bawełna organiczna - co to za materiał

Na sklepowych półkach coraz częściej pojawiają się ubrania i produkty wykonane z bawełny organicznej. Warto więc zadać sobie pytanie, czym właściwie materiał ten różni się od bawełny jakiej używamy od dawna i czy warto uznać jego wyższość?


Skąd się bierze bawełna

Bawełna, należąca do najczęściej uprawianych roślin na świecie, jest produktem naturalnym. Kojarzy się z czymś zdrowym, w przeciwieństwie do materiałów takich jak akryl czy poliester. Czy rzeczywiście nam nie zagraża? Warto się zastanowić. Świat opanowały nowoczesne bowiem, komercyjne uprawy, które coraz dalej odbiegają od natury i coraz mniej się z nią liczą. Uprawiana na szeroką skalę konwencjonalna bawełna jest dokładnie zabezpieczana przed szkodnikami, a jej rozwój przyspiesza się poprzez aplikację silnych środków chemicznych, z których wiele zostało sklasyfikowanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) jako wyjątkowo niebezpieczne dla naszego zdrowia.


Inaczej jest w przypadku bawełny organicznej. Tu proces produkcji jest starannie kontrolowany, począwszy od hodowli nasion poprzez uprawę, aż po gotowe produkty. Plantacje, na których rośnie to powrót do naturalnych metod uprawy roślin, a wzrost bawełny odbywa się zgodnie z procesami zachodzącymi w przyrodzie.

Najważniejszą zaletą jest to, że przy jej uprawie wykorzystywane są nieszkodliwe dla środowiska substancje - bez sztucznych nawozów i chemicznych środków do spryskiwania roślin. Gleby są całkowicie wolne od pestycydów i chemii - certyfikat ekologiczny gleba dostaje po 3-letniej kwarantannie, podczas której musi być  wolna od wszelkich sztucznych substancji. To sprawia, że bawełna organiczna nie kumuluje szkodliwych substancji takich jak pestycydy, metale ciężkie, sztuczne nawozy czy gmo. Inaczej jest w przypadku bawełny konwencjonalnej, która zawiera pozostałości pestycydów stosowanych podczas uprawy.

♥︎ Uprawa ekologiczna pochłania więcej czasu, wiąże się z większymi nakładami pracy, a co za tym idzie - kosztami

Rezygnacja ze stosowania silnej chemii sprawia, że plony bawełny organicznej nie są tak bujne, a chwasty wyrywać trzeba ręcznie. Ograniczenie w naturalny sposób produkcji podnosi koszty.

Również ręcznie bawełna jest zbierana, dzięki czemu zachowuje czystość i delikatność. Ręczny zbiór sprawia tez, iż nie miesza się z olejem z nasion, więc nie zachodzi konieczność jej chemicznego czyszczenia.

Do jej mycia używane są łagodne, naturalne środki, dzięki czemu włókna nie są osłabione przez chemię. Są za to trwalsze i miękkie.

Czytaj też 
Poliester. Materiał, który lepiej omijać z daleka 
Akryl - czy ten materiał jest bezpieczny?
Wełna dziewicza - idealny wybór?
Poliamid (nylon) - co to za materiał? 
Kaszmir - luksusowa wełna

W produkcji tradycyjnej stosowane barwniki chemiczne często zawierają miedź, cynk i inne metale ciężkie. Podczas procesów barwienia bawełny organicznej używane są wyłącznie naturalne nietoksyczne barwniki, np. glinki.


Zalety bawełny organicznej


Sposób produkcji sprawia, iż włókna organicznej bawełny są mocniejsze (w porównaniu z bawełną konwencjonalną), bardziej wytrzymałe, odporne na rozciąganie i mechacenie, ponieważ nie są osłabione silnymi chemicznymi środkami czyszczącymi i barwnikami. To też sprawia, że stanowi mniejsze ryzyko wywołania alergii skórnych i podrażnień. Ponieważ włókna nie są niszczone przez chemikalia, bawełna jest milsza w dotyku, bardziej miękka, nie posiada drażniącego, chemicznego zapachu.

Koszulka z bawełny organicznej jest droższa od wykonanej z bawełny, jaką zwykle spotykamy w sklepach (możemy kupić już za 35-40 zł.), jednak w zamian za wyższą cenę otrzymujemy dużo wyższą jakość. Przy wyborze ubrań jest się nad czym zastanawiać, podobnie jak w przypadku kaszmiru czy wełny dziewiczej.

Dlaczego nie chudniesz na diecie? 6 błędów, jakie popełniasz

"Od jutra się odchudzam", "Od poniedziałku zabieram się za siebie","W przyszłym tygodniu zaczynam dietę" - ile razy wypowiadałyście te zdania? Plany planami, a życie życiem. Nie raz udowodniło, że odchudzanie to całkiem trudna sprawa.


Tydzień drakońskiej diety, a waga ani drgnie. Znasz to? Każda z nas zna. Można się załamać, albo poszukać przyczyn takiego stanu rzeczy. Poniżej kilka odpowiedzi na pytanie, dlaczego rezultaty podczas odchudzania bywają marne.

 



° Przygotuj się na to, że dieta jest czasochłonna


Między bajki włożyć można obietnice, mówiące o oszałamiających rezultatach pojawiających się po trzech dniach, nawet po tygodniu. Skuteczne odchudzanie tak nie działa. Z góry więc załóż, że na satysfakcjonujące wyniki będziesz musiała poczekać kilka tygodni. Zdrowe tempo odchudzania to przedział od 0,5- 1 kg tygodniowo czyli 3-4 kg miesięcznie. Należy nastawić się na regularne i trwałe spadki wagi, a nie ekspresowy efekt. Szybkie odchudzanie zapewnia jedynie szybki powrót do poprzedniej wagi, i zwiotczenie skóry.

° Poszukaj motywacji


Wiele z nas często "zapala" się do diety, ale po trzech dniach zapał znika i nie ma nikogo, kto by podtrzymał na duchu i dopingował. Bliscy zwykle przeszkadzają kontynuowaniu diety, zwykle pączkami i czekoladą.
Bez motywacji i silnej woli na pewno się nie uda. Niektórym pomaga powieszenie zdjęcia wymarzonej sylwetki na lodówce, innym dążenie do figury, jaką ma koleżanka, a jeszcze innym walka o dobre samopoczucie. Każda metoda, która będzie skuteczna, jest dobra. Motywacja jest bardzo indywidualna sprawą.Z pewnością i bez wyjątku motywujące są pierwsze pozytywne rezultaty diety.

Czytaj też
W jaki sposób woda odchudza


° Musisz jeść, by schudnąć


Nie jem śniadania… Nie jem kolacji… Jem jeden posiłek dziennie… Która z nas nie odchudzała się w ten sposób, myśląc wydawałoby się logicznie, że skoro od jedzenia się tyje, należy przestać jeść. Efektów zero, bowiem niejedzenie to o 33 proc. wolniejszy metabolizm. Organizmu nie da się oszukać. Natura sprawiła, że dba on o swoje zasoby energetyczne i bardzo boi się kryzysu. Gdy tylko wyczuje, że jest zaniedbywany, natychmiast zaczyna robić zapasy w postaci tłuszczyku.

° Niezwykle istotne są (tak samo jak menu) pory, o których spożywasz posiłki


Organizm funkcjonuje najlepiej, również na diecie, jeśli jemy często. Ale często nie oznacza ciągle. Przerwy między posiłkami powinny wynosić ok. 3-4 godzin. Ani mniej, ani więcej. Częstsze spożywanie posiłku sprawia, że organizm otrzyma nowy zastrzyk energii, zanim jeszcze uporał się z poprzednim, a to prosta droga do wzrostu wagi. Dłuższe przerwy sprawią natomiast, że głodzimy organizm, który w rezultacie zaczyna gromadzić tłuszczyk na "czarną godzinę".

° Dopasuj dietę do trybu życia


Ten punkt łączy się z poprzednim. Wiele z nas wie, że ma jeść co 3 godziny, ale nie zawsze pasuje to do trybu pracy jaki prowadzi. Największy kłopot mają osoby pracujące zmianowo i mające nocne dyżury - nie wiedzą jak postąpić z dietą. Najlepszym wyjściem jest przygotowywanie sobie pełnowartościowych posiłków i zabieranie ich do pracy.

° Gdzie logika?


Wiele osób bierze pierwszą lepszą dietę i realizuje ślepo przepisy z kartek, nie widząc w tym głębszej logiki, nie dostrzegając fundamentalnych zasad i nie ucząc się dobrego sposobu odżywiania. Wykonywanie jedynie poleceń z kartki to ślepa ulica. Nie o to chodzi w diecie. Najważniejsza jest świadomość i zmiana sposobu żywienia.

° Na koniec ważna rada - na rynku nie brakuje diet i pomysłów na zrzucenie kilku kilogramów, jednak nie wszystkie można uznać za zdrowy sposób odchudzania. Jeżeli chcecie na zawsze pozbyć się balastu w postaci nadprogramowych kilogramów z korzyścią dla ciała i ducha, polecam skonsultować się ze specjalistą.

waga ani drgnie. Gdzie tkwi błąd?

http://www.poradnikzdrowie.pl/diety/abc-odchudzania/odchudzanie-13-powodow-dlaczego-nie-mozesz-schudnac_36657.html
waga ani drgnie. Gdzie tkwi błąd?

http://www.poradnikzdrowie.pl/diety/abc-odchudzania/odchudzanie-13-powodow-dlaczego-nie-mozesz-schudnac_36657.html

Linijka biurowa od Louis Vuitton za 700 zł


Drogie gadżety od słynnego projektanta to nic nowego. Wiele domów mody posiada je w swoim asortymencie. Louis Vuitton do swojej niemałej już kolekcji designerskich akcesoriów wprowadził kolejne - linijkę biurową (szkolną) o nazwie Nikki. Jej koszt to 140 funtów (ok. 700 zł).


Nowy produkt z logo LV ma długość zaledwie 15 cm, bez problemu zmieści się więc do kosmetyczki czy szkolnego piórnika. Linijka pokryta jest skórką w odcieniu pudrowego różu i ozdobiona kwiatowymi motywami, czyli szablonami klasycznych kwiatowych wzorów LV.

Fot. Louis Vuitton
To nie pierwszy gadżet biurowy, jaki do swej kolekcji wprowadził dom mody Louis Vuitton, słynący z drogich torebek i walizek. W ofercie posiada już:

* komplet ołówków June
* notatnik Gustave
* skórzany piórnik Elizabeth

Poza tym w sekcji "Home Decor" są też ramki na zdjęcia, kieszonkowe lusterka, pudełka na biżuterię. Jak przekonuje LV, produkty te idealnie nadają się np. na prezent.


Czytaj też
Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Louboutin - luksusowa szpilka
Ray Ban - najpopularniejsze okulary świat
Converse. Najpopularniejsze trampki świata


Wprowadzając na rynek tego typu produkty francuski producent stara się walczyć o konsumentów klasy średniej. Sama linijka podobno cieszy się dużą popularnością wśród kupujących.

Coachella 2017. Specjalna festiwalowa kolekcja H&M


H&M i festiwal muzyczny Coachella po raz kolejny udowadniają, że moda i sztuka mogą iść w parze. W ubiegłych roku w wyniku współpracy powstała specjalna kolekcja szwedzkiej sieciówki #HMLovesCoachella. W tym roku jest podobnie.



Coachella to kultowy i już dzisiaj klasyczny w formie festiwal muzyczny (i nie tylko, bo w swojej nazwie ma także sztukę). Zaczynał jako jednodniowe wydarzenie, by wydłużyć się do dwóch dni, a w końcu do trzech. 

fot. materiały prasowe

 


Założony został w 1999 roku na obszarze Empire Polo Club w Indio we wschodniej Kalifornii. Dzisiaj to ogromne przedsięwzięcie, na które sprzedaje się nawet 200 tysięcy biletów i które zawiera aż siedem scen, w tym największą "Coachella Stage". Każdy, kto kiedykolwiek był na gdyńskim Open’erze, może sobie wyobrazić skalę amerykańskiego festiwalu. Obie imprezy są do siebie podobne. Przede wszystkim też pod względem różnorodności gatunkowej muzyki. Na Choachella Festival posłuchamy tak alternatywnego rocka, jak i wyrafinowanej elektroniki czy undergroundowego dance’u oraz freakowego hip-hopu. Ale i nie jest tam obcy klasyczny mainstream. W Kalifornii niezapomniane koncerty dały tak wielkie gwiazdy, jak Nine Inch Nails, Rage Agains The Machine, Arcade Fire, Beastie Boys, Snoop Dogg czy Florence Welch. Nie zabrakło też klasyków nad klasykami, czyli Madonny, Prince’a, AC/DC i Guns ‘N’ Roses.

Moda kocha festiwale

 

Odbywające się w plenerze festiwale od dawna inspirują świat mody. Od lat na sklepowych półkach pojawiają się modele dedykowane letnim imprezom. Jednak H&M jest pierwszą marką modową, która podjęła współpracę z festiwalem Coachella w celu stworzenia całej linii odzieżowej i dodatków. Dzięki temu w ubiegłym roku na festiwalu królowały kolorowe patchowkowe sukienki, szydełkowe topy, dżinsowe ogrodniczki, wzorzyste kombinezony, modele z frędzlami i spódnice z hippie kwiatkami. Taka waśnie była kolekcja #HMLovesCoachella. Również w tym roku zapowiadane są "wydania specjalne" Już 30 marca do sklepów stacjonarnych H&M i sprzedaży online trafi limitowana kolekcja H&M loves Coachella 2017. Tym razem projektanci H&M postawili na koronkowe sukienki na cienkich ramiączkach, metaliczne body, pudrowo różowe plisowane spódnice, denimowe kurtki z kwiecistymi zdobieniami oraz bluzy z kapturem, topy w gotyckie grafiki i koszule z kolorowymi printami. Są również festiwalowe akcesoria - chokery czy różowe okulary kształcie serduszek.

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe


Katy Perry powiedziała w zeszłym roku, że to właśnie na tym festiwalu ludzie pozwalają sobie na największe modowe eksperymenty.

W ubiegłym roku firma H&M wybrała Maffashion (Julię Kuczyńską) do "globalnego składu" i reprezentowania swojej marki na festiwalu Coachella. Jesteś jedną z pięciu blogerek z całego świata, która została zaproszona na to wydarzenie do Kaliforni.

Coachella 2017 

 

To, co odróżnia Coachellę od innych podobnych wydarzeń, to okres, w którym się odbywa. O ile festiwale muzyczne na całym świecie to domena lata (od późnego czerwca do końca sierpnia), tak kalifornijska impreza wybrała sobie daty wiosenne, konkretnie kwiecień. Nie inaczej będzie w tym roku. Coachella 2017 odbędzie się w dwa weekendy: 14-16 oraz 21-23 kwietnia. Głównymi gwiazdami będą m.in. Radiohead, The XX, Empire Of The Sun, Kendrick Lamar, Beyonce oraz New Order.

Ray Ban - najpopularniejsze okulary świata




Odziany trampki Converse i spodnie marki Levis James Dean w "Buntowniku bez powodu" chronił się przed słońcem wkładając na nos Ray Bany. Model Aviator popularny był już w latach 50. ubiegłego wieku, jednak nieśmiertelny stał się za sprawą Toma Cruisa, który w 1986 r. skutecznie wylansował go w filmie "Top Gun".



Kiedy projektowano pierwsze okulary marki Ray Ban (nazwa firmy to połączenie dwóch słów oznaczających „promień: i „zakręt” - Ray-Ban), nikt nie przypuszczał, że ich design stanie się ponadczasowy, wiecznie modny i pożądany. Ich twórcy z pewnością byliby tym faktem zaskoczeni. Co więcej, od przeszło 70 lat kształt Aviatorów nie uległ modyfikacjom, a one same podbiły nie tylko glob, ale i kosmos. Aviatory od Ray Bana to pierwsze przeciwsłoneczne okulary, które zawitały na księżycu.




Audrey Hepburn w "Śniadaniu u Tiffaniego" w okularach Ray Ban model Myflower


Na rynku pojawiły się w 1937 roku i nie stworzył ich żaden słynny projektant. Wyprodukowano je na potrzeby amerykańskiej armii.

Pomysł wyprodukowania pierwszych okularów przeciwsłonecznych marki Ray Ban zrodził się, kiedy generał John MacCready podczas lotu balonem przekonał się o przykrych skutkach wystawiania nieosłoniętych oczu na silne promieniowanie słoneczne. Był pilotem, więc wiedział, że jego grupa zawodowa miewa podobne kłopoty. MacCready zwrócił się do firmy Bausch&Lomb* z prośbą o zaprojektowanie okularów dla sił powietrznych Stanów Zjednoczonych. Firma podjęła wyzwanie i stworzyła okulary, które blokują słoneczny blask przy jednoczesnym zapewnieniu wyraźnego obrazu. Filtrujące promienie UV szkła umieszczono w oprawce autorstwa francuza Samuela Boucharda - tak narodziły się Aviatory, okulary dla pilotów. Pierwsze okulary przeciwsłoneczne pokochali Churchill i Eisenhower.

Obecnie najczęściej wybierane całej oferty są modele Aviator, Wayfarer i Clubmaster. Są klasyczne, o uniwersalnym fasonie, pasujące do większości kształtów twarzy i typów urody.

W krótkim czasie na rynku pojawiły się modele ze szkłami do użytku komercyjnego - użycia we mgle, które przeznaczone były dla osób zajmujących się polowaniem czy wędkarstwem. Później swoje okulary górskie dostali wspinacze, aż wreszcie pojawiły się oprawki do okularów korekcyjnych, łączące w sobie wysoką jakość z prostotą oraz ekstrawagancję z elegancją.

W 1952 roku firma wypuściła model Ray-Ban Wayfarer, w którym zakochało się Hollywood. Aktorzy nosili je nie tylko prywatnie, ale w znanych produkcjach. Zagrały choćby w "Śniadaniu u Tiffaniego" z Audrey Hepburn (model Myflower), "Blues Brothers" z Johnem Belushi'm i Danem Aykroydem. W latach 60 marka w katalogu miała już 50 modeli zarówno dla mężczyzn, kobiet jak i dzieci.



Czytaj też 
Converse. Najpopularniejsze trampki świata
James Dean - król życia Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Black dress, czyli historia klasycznej małej czarnej
Skóra saffiano - czy warto inwestować w produkty z niej wykonane


Klasyczne Wayfarery lansowali je m.in. Peter Fonda, Marilyn Monroe i oczywiście James Dean. W oldschoolowych okularach pojawiali się Marilyn Monroe, Andy Warhol, Jim Morrison, Axl Rose, Madonna, czy Michael Jackson. Gwiazdy sprawiły, iż zaczęto je postrzegać nie tylko jak praktyczny produkt, ale także jako modny dodatek. Natomiast Tom Cruise sprawił, że oprawki Aviator zarezerwowane wcześniej dla pilotów, policjantów czy kierowców, wyszły na ulicę i po dziś dzień chronią oczy przechodniów.

Tom Cruise w filmie "Top Gun" wylansował model Ray Ban Aviator fot. materiały prasowe

Jak rozpoznać oryginał

 

Produkty marki Ray Ban są w gronie najczęściej podrabianych towarów na świecie. Oryginalne okulary sygnowane są na froncie soczewki i na wykończeniach zauszników znakiem towarowym Ray-Ban.

* Od momentu powstania marki w 1937 roku aż do roku 1999 produkowała je firma Bausch & Lomb. Później marka została przejęta przez włoską firmę Luxottica Group.



Converse. Najpopularniejsze trampki świata



Kolorowe albo białe, z wzorami lub bez, to nie ma znaczenia. Ważny jest jeden szczegół – logo z wpisaną pięcioramienną gwiazdą. Dzięki temu symbolowi trampki Converse'a zyskały miano słupów milowych pop kultury, obok coca coli i rock and rolla.


Na peryferiach Stanów Zjednoczonych i polskich miasteczkach nosi je młodzież chodząca w zakurzonych dżinsach z logo Levis, a na salonach showbiznesu na całym świecie gwiazdy rocka i srebrnego ekranu. Converse to but uniwersalny. Dla dzisiejszych nastolatków synonim bycia autentycznym, fajnym i niezależnym. I wszystko się zgadza. Właśnie takie założenie leżało u podstaw firmy stworzonej w 1908 roku przez Marquisa Converse'a.

 

fot. facebook.com/converse


Uwielbiał je David Bowie. Po Nowym Jorku przechadza się w nich Madonna z córką, Ben Affleck, Drew Barrymor, Lindsay Lohan, Paul McCartney i Rihanna. Nie sposób wymienić wszystkich, bo przez ponad sto lat sprzedano prawie miliard par butów oznaczonych logo z gwiazdą.

Podobno aż 60 proc. Amerykanów ma przynajmniej jedną parę Conversów.


Historia Converse'a


Wszystko zaczęło się banalnie. Marquis Mills Converse, przemysłowiec z Massachusetts, przewrócił się na wytartych kamiennych schodach. Doprowadzony do granic wściekłości postawił sobie cel - stworzenie butów, które się nie ślizgają. Doszedł do wniosku, iż zapewni to gumowa podeszwa. Zdarzenie miało miejsce w 1908 roku. Właśnie w tym roku powstała firma Converse Rubber Corporation i światło dzienne ujrzał pierwszy modelu All Stars. Producent dostrzegł potencjał w mało popularnym wtedy sporcie – koszykówce. Converse były pierwszymi butami właśnie do koszykówki, które pojawiły się na boisku w 1917 roku. Zapewne niemały wpływ miał na to wielbiący ten sport Charles "Chuck" H. Taylor, który w 1921 r. dołączył do przedstawicieli handlowych firmy - dwa lata później jego podpis został dodany do znaku firmowego.


Wbrew pozorom to nie buty Nike czy Adidas są najpopularniejszym i najbardziej kultowym obuwiem sportowym na świecie. Są nimi trampki marki Converse All Star - a dokładnie - model Chuck Taylor. 

Przed drugą wojną światową firma wytwarzała produkty dla wojska m.in. buty dla pilotów, odzież ochronną czy skafandry. Po wojnie zaś zaczęto produkować buty w  przeróżnych kolorach. Zapewne dlatego stały się produktem pierwszego wyboru wśród wszelkiej maści buntowników i studentów. Przez długi czas były butami punk-rockowców i hippisów.


Czytaj też
Louis Vuitton - synonim luksusu czy wizytówka sekretarek?
Dlaczego kieszenie w nowych płaszczach i marynarkach są zaszyte
Black dress, czyli historia klasycznej małej czarnej
Skóra saffiano - czy warto inwestować w produkty z niej wykonane


Trampki logowane pięcioramienną gwiazdą były tanie i oryginalne. Idealnie pasowały do skórzanych kurtek i wytartych dżinsów, Converse szybko więc pojawiły się w show biznesie. Pokazywali się w nich James Dean, Bob Marley czy Elvis Presley. Mick Jagger brał w nich nawet jeden ze swoich ślubów. Buty te nosił również Kurt Cobain. Marka odwdzięczyła mu się miłością, wypuszczając na serie All-Stars i One-Stars z podpisem nieżyjącego już piosenkarza i wyjątkami z jego pamiętników.

Marka przyciągała do siebie takie nazwiska, że reklama wydawała się zbyteczna. Nie spoczywała jednak na laurach. Na rynku pojawiały się buty zamszowe i skórzane.
Potrzebne było jednak wytyczenie nowego kierunku. Twarzami kampanii "Choose Your Weapon" byli dwaj odwieczni rywale: Larry Bird i Magic Johnson.

Minęło wiele lat od powstania kultowych, szmacianych butów na gumowej podeszwie i trudno powiedzieć, dlaczego wciąż identyfikują się z nimi pozytywni buntownicy i ci, którzy o buncie nawet nie myślą.



fot. converse.pl



Stres zabija powoli



Anna - piękna, zadbana kobieta na kierowniczym stanowisku w banku. Pęd do awansu przez lata uważała za rzecz tak naturalną jak oddychanie. "Przecież wszyscy chcą się rozwijać, osiągać coraz więcej" - tłumaczyła się sama przed sobą. Na pierwszy rzut oka nic jej nie dolegało, jednak zaczęła miewać kłopoty z sercem, kręgosłupem, żołądkiem. W pracy stawała się nieobecna, niezaangażowana. Czuła olbrzymi ból w środku, choć nie miała pojęcia, z jakiego powodu. Kochający mąż, szczęśliwa rodzina, wakacje w zalanej słońcem Tajlandii. Wielu znajomych zwyczajnie zazdrościło jej takiego życia. Dla niej coraz częściej wszystkie dni wyglądały tak samo i stawały się tak samo bez sensu. Pewnego dnia po prostu nie wstała z łóżka do pracy.


Stres w wielu wypadkach może być stymulujący do działania, ale może być też groźny, szczególnie jeśli jest nadmierny. Choć mamy świadomość, że w tym drugim przypadku wpływa negatywnie na nasze samopoczucie psychiczne i fizyczne, w życiu raczej nie udaje nam się go unikać. Jednak możemy, a nawet powinniśmy robić wszystko, by minimalizować jego działanie, bowiem choć jest naturalnym składnikiem życia, ma znaczący wpływ na rozwój wielu chorób przewlekłych, nawet śmiertelnych.

 

Alkohol dla wielu osób jest lekarstwem w leczeniu stresu
Gdy nie potrafimy sobie z nim poradzić, może stać się zagrożeniem dla naszego zdrowia. Wystarczy, że zdamy sobie sprawę z tego, iż zaburzenia psychiczne zajmują drugie miejsce wśród najczęstszych problemów ze zdrowiem, zaraz za chorobami serca.

Nie brakuje dowodów potwierdzających, że silny stres związany z wykonywaniem obowiązków zawodowych wzmaga ryzyko zachorowania na nowotwory, w szczególności jelita grubego, płuc, piersi i prostaty. Poza tym utrata pracy lub nadmierny stres przeżywany w miejscu zatrudnienia znajdują się na ósmym miejscu najczęstszych powodów samobójstw. Lekarze są zdania, że to cena za kapitalizm i wyścig szczurów. Problem jednak w tym, że ludzie zazwyczaj chcą zmiany sytuacji, w której tkwią, ale nie potrafią tego zrobić. Odebrania sobie życia wydaje się im jedynym wyjściem.

 

Stres zabija powoli


Ostatnio media obiegła informacja, iż Polacy masowo biorą L4 z powodu chorób psychicznych. Od 2010 roku do 2016 liczba zwolnień spowodowanych depresją, stresem czy lękiem, zwiększyła się o 70 proc. To przerażająca liczba.
Co nas zabija? Źródłem stresu może być wszystko, każda sytuacja życiowa, a do naprawdę poważnych problemów z psychiką prowadzą zwykle wcale nie wielkie życiowe tragedia, a te wszystkie "zwykłe" problemy, z którymi na co dzień musimy się mierzyć i które się w nas kumulują.

W krajach Unii Europejskiej niemal co czwarty pracownik doświadcza skutków stresu w pracy. Szacuje się, że od 50 do 60 proc. przyczyn absencji związanych z chorobą, spowodowanych jest właśnie napięciem w firmie. W Polsce sytuacja jest równie nieciekawa, choć często uchylamy się od leczenia dlatego, że uniemożliwiają nam to obowiązki zawodowe (!) i brak czasu. W ten sposób koło się zamyka.

Destrukcyjne dla naszej kondycji psychicznej jest to, że stajemy się niewolnikami polityki pracodawców. Zadania wykonywane dotąd przez pięciu pracowników nagle spoczywają na dwóch. Gdy nie wystarcza czasu na wykonanie wszystkich zawodowych obowiązków, praca zaczyna być psychiczną katorgą. Jest jeszcze inna kwestia - nie bierzemy zwolnień, ponieważ kilka dni chorobowego może być prawdziwą katastrofą dla kieszeni.

Stres wywołuje choroby

Na co dzień stres potrafi objawiać się kłopotami z zasypianiem i zbytnią drażliwością. Może  wywoływać dolegliwości takie jak migrena ból brzucha, kłopoty z koncentracją i pamięcią. Bywa też przyczyną bólu pleców i może sugerować większe ryzyko nadciśnienia oraz chorób natury psychiatrycznej.
Hormony stresu mogą pobudzać i podtrzymywać stany zapalne w organizmie, które – jak wynika z badań Fińskiego Instytutu Medycyny Pracy oraz Collegium Uniwersyteckiego w Londynie – pełnią ważną rolę w rozwoju raka. Ponadto zestresowane osoby częściej palą papierosy, nadużywają alkoholu i są otyłe, a wszystkie te czynniki wiąże się z ryzykiem nowotworów złośliwych.

Antidotum na stres

Ze stresem można walczyć na różne sposoby. Jeśli chodzi o pracę ważne jest, by nie stawiać jej w życiu na pierwszym miejscu. Należy wyznaczyć sobie czas przeznaczony wyłącznie na odpoczynek i przebywanie z najbliższymi, nauczyć się cieszyć tym czasem i korzystać z niego dla przyjemności.
I na koniec, warto pamiętać iż w podjęcie terapii nie jest niczym wstydliwym, a zaburzenia związane ze stresem można skutecznie wyleczyć.

Wełna czesankowa - co to za materiał



Ostatnio coraz więcej osób odkrywa, że idealnie nadaje się na koc lub pled. Naturalny materiał, czyli wełna czesankowa jest ciepły i przyjemny dla ciała, ale czym w rzeczywistości jest? Oto odpowiedź.


Wełna czesankowa to wełna uprana, wyczesana i zgręplowana: pasowo - czesanka lub warstwowo - zgrzebna. Taki produkt przeznaczony jest do różnych prac rękodzielniczych - przędzenia, tkania, filcowania na mokro i sucho.

Motek wełny czesankowej


Wełna pochodzić może z różnych gatunków owiec, ale też lam, wielbłądów, kóz czy królików.  Pokrywa włosowa zwierząt (runo) używana jest we włókiennictwie do wyrobu wysokiej jakości tkanin czy dzianin. Każda wełna powstaje z włókien, które są najpierw poddane procesowi przędzenia. Ów proces dzieli się na cztery fazy: gręplowanie, czesanie, rzeczywiste przędzenie i skręcanie.

Długość włókien wełny owiec długowełnistych dochodzi nawet do 40 cm. Z najdłuższych włókien wełny żywej uzyskuje się wysokiej jakości przędze czesankowe. Włókna przed przędzeniem czesane jest szczotkami, po czym jest układane równolegle do siebie. Powstaje przędza z długich włókien, która  jest bardzo regularna i gładka, a włókno kształtem przypomina sznur.

Czytaj też
Akryl - co to za materiał?
Wełna dziewicza - co to za materiał?
Poliamid (nylon) - co to za materiał?
Kaszmir - luksusowa wełna



Z przędz czesankowych wytwarza się wysokiej jakości tkaniny (tweedy) i dzianiny. Coraz częściej, zamiast popularnych czapek, sukienek i swetrów wyrabia się z niej torebki, kapelusze, biżuterię, zabawki i hit ostatnich miesięcy - ozdobne koce i pledy.

Najdelikatniejsza wełna pochodzi z merynosa australijskiego, nowozelandzkiego, Wensleydale, Leicester, Gotland, Shetland ale też warto zwrócić uwagę na szlachetną wełnę z alpaki i wielbłąda, barwioną lub w kolorach naturalnych.

Zalety i wady wełny czesankowej

 

Dzięki swojej strukturze daje się łatwo uformować. Wełna jest bardzo miękka i miła w dotyku. Ma długi włos ułożony w jednym kierunku. Powstałe z niej wyroby są wytrzymałe i delikatne ("niegryzące"), lekkie i ciepłe.

Wełna czesankowa to produkt bardzo delikatny. Ze względu na swe naturalne właściwości, z czasem  może się zmechacić. Zmechacenia można usunąć nożyczkami albo golarką do wełny. Trzeba brać pod uwagę również filcowanie materiału- wełna czesankowa służy do filcowania, więc przy intensywnym użytkowaniu można spodziewać właśnie takiego efektu.

Poza tym przy pielęgnacji tego rodzaju wełny należy ściśle przestrzegać zaleceń dotyczących dbania o wełnę. Są wskazania do czyszczenia chemicznego.

Najpiękniejsze polskie filmy o miłości



Walentynki świętować można na wiele sposobów. I choć każdy ma swój, większości par wciąż najlepiej wychodzi (wzorem Bodo) "kino, kawiarnia i spacer". No właśnie, skoro kino od lat jest na topie, dlaczego w walentynkowy wieczór nie przywołać polskich filmów o miłości? Nie tylko takich, które wywołują uśmiech i bawią, ale takich, które traktując o uczuciach i niejako przy okazji pokazują lokalny koloryt i realne problemy, z jakimi borykają się bohaterowie.


Wybierając filmy do tego zestawienia postanowiłam unikać lekkich, zabawnych produkcji telewizyjnych w stylu "Tylko mnie kochaj" czy "Nie kłam kochanie". Nie takie filmy z motywem miłosnym miałam na myśli. Zależało mi na zarekomendowaniu filmów ponadczasowych, pozostawiających ślad w sercu. Ufam, że też tak na nie spojrzycie. Oto najpiękniejsze polskie filmy o miłości.



"Do widzenia, do jutra"

Zbigniew Cybulski i Teresa Tuszyńska. Kadr z filmu "Do widzenia, do jutra"

 

"A co bym zrobił gdybyś zaginęła? A szukałbym ciebie. Zaglądałbym w oczy wszystkim dziewczynom. Jedne miałyby twoje oczy, drugie usta, a trzecie włosy. Jedne byłyby bardzo poważne, inne znów w doskonałym humorze. Inne grałyby w tenisa lub ciągle spieszyły się na kolacje, ale żadna nie byłaby tobą. I pomyślałbym, że cię ukradli. I ogłosiłbym we wszystkich gazetach świata, na wszystkich murach i słupach ulicznych, że cię poszukuję. I wyznaczyłbym wielką nagrodę, ale nikt by mi nie uwierzył, bo nikt nigdy zakochanych nie traktuje na serio."

"Do widzenia, do jutra" to historia uczucia Jacka, artysty i Margueritte, pięknej córki francuskiego konsula. Film zawiera autentyczne wątki z życiorysu Zbyszka Cybulskiego (zwanego polskim Jamesem Deanem) i dziewczyny, która w latach 60 mieszkała w Trójmieście. Romantyczna, piękna historia niespełnionej miłości rozgrywającej się w większości w Gdańsku.
To film, do którego warto wracać.

* "Do widzenia, do jutra"- film z 1960 roku w reżyserii Janusza Morgensterna. Autorami scenariusza są Zbigniew Cybulski, Bogumił Kobiela i Wilhelm Mach

Villa „Hestia” przy ul. Władysława IV 3/5 w Sopocie - filmowy dom konsula

"Anatomia miłości"

Barbara Brylska i Jan Nowicki. Kadr z filmu "Anatomia miłości"

 

"Kobieta i mężczyzna" po polsku. Bohaterami opowieści o burzliwym związku są Adam i Ewa, młodzi ludzie, którzy postanawiają rozpocząć wspólne życie. Relacja jest trudna, obserwujemy więc studium miłości od wielkiego zauroczenia aż po wyprane z emocji przywiązanie. Jest erotyczna fascynacja i zazdrość, oddanie, a na końcu małżeństwo.

* "Anatomia miłości" - film z 1972 roku w reżyserii Romana Załuskiego. W rolach Jan Nowicki i Barbara Brylska.

"Wszystko, co kocham"

Mateusz Kościukiewicz i Olga Frycz. Kadr z filmu "Wszystko, co kocham"

 

To opowieść o młodych ludziach, dojrzewaniu i miłości, okraszona buntem i dobrze dobraną muzyką. Film na pozór młodzieżowy, jednak nie do końca. Tło historyczne ma tu duże znaczenie, akcja filmu rozgrywa się bowiem w trakcie stanu wojennego. Obraz jest trochę jak wehikuł czasu przenoszący do epoki lat 80. Zdobył "Złotą Kaczkę" 2011 przyznawaną przez pismo 'Film' w kategorii: najlepszy polski film o miłości.

* "Wszystko, co kocham" (2009) - w reżyserii Jacka Borcucha. Grają Mateusz Kościukiewicz, Olga Frycz, Jakub Gierszał, Andrzej Chyra.

"Chemia"

Tomasz Schuchardt i Agnieszka Żulewska. Kadr z filmu "Chemia"

 

Film bez happy endu opowiadający o tym, że dwoje ludzi połączyć może miłość niezwykła, która nagle może się skończyć. Stąd przesłanie - Kochaj, jakby jutra miało nie być! To film o trudnym balansowaniu między życiem a śmiercią i o tym, że nigdy nie można się poddawać. Piękna opowieść o miłości, prawdziwej bliskości, łapaniu najlepszych chwil z życia, która wzrusza, wyciska łzy, ale też bawi. Obraz inspirowany jest życiem Magdaleny Prokopowicz, założycielki fundacji Rak'n'Roll.

* "Chemia" (2015) debiut fabularny Bartka Prokopowicza. Grają Tomasz Schuchardt, Agnieszka Żulewska.

"Tulipany"

Ilona Ostrowska i Andrzej Chyra. Kadr z filmu "Tulipany"

 

Nostalgiczna nieco, ale zarazem optymistyczna opowieść o miłości do życia, z wielkim uczuciem młodych ludzi w tle, ale też wątkiem dawnej miłości, która na nowo rozkwita. Film w piękny sposób nawiązuje do atmosfery i poetyki lat 70. Spodoba się tym, którzy często wracają myślami (lub wyobrażeniami) do dawnych czasów.

* "Tulipany" - film z 2005 roku w reżyserii Jacka Borcucha. W rolach głównych Tadeusz Pluciński, Jan Nowicki, Zygmunt Malanowicz, Małgorzata Braunek, Andrzej Chyra.


Cypryjskie must see. 10 miejsc, które trzeba zobaczyć na wyspie Afrodyty


Urodziła się tu nie tylko Afrodyta, ale też ojciec George'a Michaela. Niewiele osób pamięta o tym drugim fakcie. Dowodzi to tylko, że Cypr potrafi zaskakiwać na wiele sposobów. I choć turyści jeżdżą tu głównie po słońce, są i tacy, którzy na Cyprze poszukują miłości albo odkrywają tajemnice ukryte w cieniu starożytnych budowli.

Cypr. fot. SoShe.pl

Na pięknej wyspie, trzeciej co do wielkości po Sycylii i Sardynii na Morzu Śródziemnym, można spędzić wakacje albo całe życie. Chętnie wybrałabym to drugie, jednak na razie moim stałym adresem pozostaje Polska. Wracam więc na Cypr tak często, jak to tylko możliwe. Ile razy tu byłam? Nie pamiętam. Może dziesięć, a może piętnaście. Na tyle dużo, by tym, którzy dopiero zamierzają odkryć bajkową wyspę podpowiedzieć, co bezwzględnie powinni tu zobaczyć. Część poniższych miejsc to turystyczne hity, inne rzadko odwiedzane są przez Polaków. Oto cypryjskie must see.


Skała Afrodyty (Petra tou Romiou)

Kamień w kształcie serca niełatwo znaleźć, ale warto szukać fot. SoShe.pl

Jeśli nie zobaczycie Petra tou Romiou, nie byliście na Cyprze. Po prostu. Tutejsza plaża jest królową wszystkich plaż na wyspie. Właśnie w tym miejscu wyłoniła się z piany morskiej naga Afrodyta. Tak przynajmniej twierdzą wszyscy, którzy tu mieszkają. Owiane legendą miejsce znajdziemy niedaleko Pafos. Od wczesnej wiosny do późnej jesieni pełno tu turystów. Podobno kto opłynie skały Petra tou Romiou nago, ten w miłości będzie szczęśliwy przez całe swe życie. Niektórzy mówią, że najlepiej zrobić to przy blasku księżyca.
Na plaży warto patrzeć pod nogi i przyglądać się różnej wielkości otoczakom. Legenda mówi, że znalezienie kamienia w kształcie serca gwarantuje odwzajemnioną miłość. Polecam szukać.


Port Limanaki

Limanaki - kolorowy port fot. SoShe.pl

To jedno z najbardziej uroczych miejsc na wyspie. Łagodne fale rozbijają się o skały tutejszego, niewielkiego i bardzo kolorowego portu. Zmęczone łodzie po ciężkiej pracy bujają się na wodzie. Czekają do świtu, aż ponownie wypłyną w morze. Jeśli będziemy mieli trochę szczęścia, będzie nam dane kupić świeże ryby prosto z kutra, wyruszyć statkiem i podziwiać bajkowe klify wyspy od strony wody lub wybrać się na połów ośmiornic. Wokół portu prowadzi kamienista droga, zapraszająca do spacerów w blaskach zachodzącego słońca. Restauracje rybne w okolicy serwują doskonałe meze rybne.


Łaźnie Afrodyty

Łaźnie Afrodyty fot. SoShe.pl

 

Młode pary chętnie robią tu sesje ślubne, zakochani przychodzą wsłuchać się w szum wody. Łaźnie Afrodyty, choć nie dla wszystkich urodziwe, mają w sobie coś magicznego. To tu bogini przyprowadzała kochanków na wspólne kąpiele, a dzięki właściwościom znajdującej się tam wody, za każdym razem odzyskiwała dziewictwo. Dziś trudno to sprawdzić jak działa ów sposób, bowiem wchodzenie do wody jest zabronione.
Lutrá tis Aphroditis, czyli Łaźnie Afrodyty, położone są za portem rybackim w Latsi, w kierunku krańca półwyspu Akamas, nad Zatoką Chrysochou.

Plaża Gubernatora

Białe klify Plaży Gubernatora fot. SoShe.pl

 

Cypryjskie plaże mają wiele do zaoferowania, jednak kto szuka wrażeń, powinien odwiedzić Plażę Gubernatora, prawdziwą miejscową perełkę. Białe jak śnieg klify kontrastują czarnym piaskiem. Trudno nie zachwycić się tym widokiem. To jedno z ulubionych miejsc Cypryjczyków. W czasie letnich weekendów bywa tu tłoczno.

Kościół św. Łazarza

Kośćiół św. Łazarza w Larnace fot. SoShe.pl

 

Wskrzeszenie Łazarza przez Jezusa z Nazaretu, czwartego dnia po śmierci, należy do najważniejszych opowieści biblijnych Nowego Testamentu. Niewielu ludzi, również chrześcijan, wie, że po powrocie do świata żywych Łazarz został wypędzony z rodzinnej Betanii. Trafił na Cypr, gdzie został pierwszym biskupem chrześcijańskiej gminy Kition, obecnie Larnaki. Tu Łazarz spędził ostatnie trzydzieści lat swojego życia. Również tu został pochowany. Szukając cypryjskich śladów biblijnego Łazarza trafimy do najsłynniejszego zabytku Larnaki - kamiennego kościoła Agios Lazaros z początku X wieku.
Zachwycają tu przepiękne bizantyjskie ikony i unikalna, barokowa stolarka pokrytego złotem ikonostasu (ściana z ikonami). W krypcie można podziwiać sarkofag św. Łazarza oraz inne marmurowe grobowce odkryte podczas prac archeologicznych. Niestety nie wiadomo, gdzie znajduje się jego ciało.


Lefkara

Kameralne uliczki Lefkary fot. SoShe.pl

 

Niektórzy są zdania, że pobyt na Cyprze bez wizyty w Lefkarze po prostu się nie liczy. W leżącym w samym sercu wyspy niewielkim miasteczku (najbliżej stąd z Larnaki) od setek lat wyrabia się koronki, których sława niesie się daleko w świat. Miejscowe gospodynie ręcznie rodukują wyjątkowej urody obrusy, serwety i firanki. W 1481 zawitał tu sam Leonardo da Vinci. Kupił koronki na ołtarz do mediolańskiej katedry.
Lefkara urzeka też niezwykłą architekturą domów umiejscowionych między wąskimi, malowniczymi uliczkami. Są też muzea i przepiękne kościoły.

Mozaiki w Pafos

Bogato zdobione podłogi w domach bogaczy fot. SoShe.pl

 

Odkryte przypadkiem w 1962 roku mozaiki pochodzą z czasów rzymskich, najprawdopodobniej z III i IV w n.e. Uznawane są za najpiękniejsze w basenie Morza Śródziemnego. Pokrywają podłogi pomieszczeń należących dawniej do bogaczy. Najważniejsze i najlepiej zachowane mozaiki przykryte są dachem.  Cały teren parku archeologicznego to wymarzone miejsce na zasmakowanie historii, i to z polskim akcentem - przy odkrywaniu części historycznego terenu pracowali polscy archeolodzy.

Żółwie 

Plaża Lara fot. SoShe.pl

 

Żółwie pod opieką naukowców

Na rozległej plaży Lara (27 km drogi samochodem w kierunku północnym od miasta Pafos) każdego roku między połową maja a początkiem września lęgną się żółwie zielone i karetta. W tym czasie czasie dostęp do plaży dla turystów jest zamknięty lub można ją odwiedzać pod okiem doświadczonego przewodnika. W pozostałych miesiącach można po niej spacerować bez ograniczeń. Żółwie są ważne dla wyspy, widnieją nawet na cypryjskich banknotach.

 

 

Flamingi

W styczniu flamingów jest już niewiele. Abe je podziwiać, najlepiej wybrać grudzień fot. SoShe.pl

 

Cypryjskie słone jeziora to gwarancja pięknych widoków i ciekawa atrakcja turystyczna. To, które znajduje się w Larnace, latem wysycha, pozostawiając po sobie tylko spaloną słońcem warstewkę soli, zimą zaś napełnia się wodą. To właściwie kompleks kilku mniejszych jezior, podczas wysokiego stanu połączonych ze sobą. To wtedy pojawiają się tu ogromne stada flamingów, dla których głównym pożywieniem są krewetki i glony, których jezioro jest pełne. Nie trzeba nikogo przekonywać, że różowe flamingi są magnesem dla zwykłych turystów. Trzeba mieć jednak sporo szczęścia, by spotkać ich duże stada.
Na jednym z brzegów jeziora znajduje się meczet Hala Sultan - jedno z najświętszych miejsc dla wyznawców islamu w Europie.

Półwysep Akamas

Akamas fot. So She.pl

 

Na północno-zachodnim brzegu wyspy znajduje się półwysep Akamas, który żądnym przygody oferuje sporo adrenaliny. Przede wszystkim to idealne miejsce na szalony road trip. Liczy się nie tylko zabawa. Jazda białymi jeepami przez stare wioski, strome pagórki i obszary dziewicze półwyspy to zarazem najpiękniejsza przyrodnicza wycieczka na wyspie.
Półwysep Akamas przemierzyć można też na quadach. Tyle tylko, że z takiej podróży wychodzi się dość wytrzęsionym i, w bonusie, zakurzonym. A jeśli będziemy mieli pecha i w trasę wybierzemy się w deszczu (co na Cyprze jest wyjątkiem), otrzepać się trzeba będzie też z błota. Warto jednak ryzykować.


Gdzie się zatrzymać

Na Cyprze nie ma problemu ze znalezieniem noclegu. Baza hotelowa jest tu dobrze rozbudowana, a hotele są malowniczo położone nad brzegiem morza. Wśród kilku miejsc, które warto rozważyć są 

Pafos
* Coral Beach Hotel & Resort

Pięciogwiazdkowy hotel oferujący widok na piaszczystą plażę i morze. Hotel usytuowany jest w kurorcie Coral Bay. Łatwo stąd dotrzeć do najważniejszych zabytków Pafos - Muzeum Bizantyjskie i twierdza Satanta Kolones.





* Aphrodite Hills Hotel

Choć  ten pięciogwiazdkowy hotel często wybierają golfiści,  to miejsce jest idealne również dla par i rodzin. Hotel oferuje 290 luksusowych pokoi i apartamentów, a wszystkie wnętrza to subtelne połączenie współczesnej elegancji i cypryjskiej  tradycji.




Larnaka

* Princess Beach Hotel

Czterogwiazdkowy hotel w Larnace to idealny punkt wypadowy na zwiedzanie centrum wyspy. Sam obiekt jest położony bezpośrednio przy cichej, piaszczystej plaży. Idealne miejsce na pełen relaks.

James Dean - król życia

Dziewczyny piszczały, kiedy pojawiał się na ekranie. Stał się bodaj najsłynniejszym "niegrzecznym chłopcem" i buntownikiem, jakiego stworzyło kino. James Dean wciąż żyje w swojej legendzie.

 

Po swojej przedwczesnej, tragicznej śmierci stał się legendą światowego kina i ikoną popkultury. Kiedy odszedł, miał zaledwie 24 lata i trzy kinowe hity na koncie.

 

James Dean - legenda, która zaczęła żyć własnym życiem


Na ekranie debiutował w 1950 roku w reklamie Pepsi. Później wystąpił w kilku serialach i sztukach teatralnych. W sumie zdążył zagrać w zaledwie 7 filmach, a istotne kreacje stworzył w zaledwie trzech. Jednak to wystarczyło, by zyskać międzynarodową sławę. "Na Wschód od Edenu", "Buntownik bez powodu" i "Olbrzym" sprawiły, że na zawsze zapisał się w historii kina.
Tuż po realizacji "Olbrzyma" Dean zginął. Zderzył się z innym samochodem, gdy jechał w swoim nowym nabytku: srebrnym samochodzie wyścigowym Porsche 550 Spyder. Jechał na start wyścigu, w którym miał wziąć udział. 30 września 1955 roku świat stracił doskonale zapowiadającego się aktora.

Czy taki scenariusz na życie był mu pisany? Kochał motoryzację, pochłaniała go od najmłodszych lat, ale igrał też z losem.
- Jeśli będziesz miał wypadek, pokiereszujesz sobie twarz. To może nie jest tragedią w wypadku innego zawodu, ale jako aktor będziesz miał poważne trudności, żeby sobie bez niej poradzić - ostrzegał go Marlon Brando, kiedy Dean wsiadał na motor, opierał ręce na biodrach i rozpędzając się do maksymalnej prędkości.

Buntownik bez powodu


Urodził się 8 lutego 1931 roku. Był oczkiem w głowie swojej matki, jednak wcześnie musiał stać się niemal samodzielny. Jako 9-latek został przez nią osierocony, dorastając od tej pory pod opieką wujostwa na farmie w Indianie. Wysłał go tam ojciec, z zwodu technik dentystyczny.

Jako nastolatek wyruszył na podbój Hollywood. Potencjał przystojnego i obdarzonego charyzmą aktora został szybko dostrzeżony i wykorzystany. Doceniano młodego chłopaka i wydawało się, że on sam nie osiadł na laurach. W 1952 roku postanowił szkolić warsztat w słynnym nowojorskim Actors Studio Lee Strasberga, do którego w tym czasie należeli też Marlin Brando i Julie Harris. Zdał za pierwszym razem - Al Pacino został przyjęty za trzecim, Dustin Hoffman za siódmym razem. Dean grał na Broadwayu, zdobywając coraz większe rzesze fanek i fanów, z mocną przewagą fanek. Zapewne nie zdawały sobie sprawy, że Jimmy niezbyt dba o higienę i głośno beka po skończonym posiłku.

Już na premierze "Na wschód od Edenu" wiadomo było, że narodziła się nowa gwiazda. Idol, którego pokochała Ameryka. Był przystojnym, młodym mężczyzną. Dziewczyny marzyły o chłopaku podobnym do Deana, chłopcy się na niego stylizowali.

Później był "Buntownik bez powodu" z 1955 roku, jeden z najgłośniejszych filmów dekady. Dean w roli nastolatka sprzeciwiający się wszystkiemu i wszystkim, stał się sztandarowym symbolem ówczesnych "młodych gniewnych". Zapewne dlatego, iż po raz pierwszy na ekranie tak szeroko zaprezentowano temat dojrzewania.

Ostatnim jego filmem był "Olbrzym" (1956) z Elizabeth Taylor u boku. Aktorzy zaprzyjaźnili się, Liz wiele o nim wiedziała. Podczas jednego z wywiadów, w 1997 roku zwierzyła się dziennikarzowi Kevinovi Sessumowi, zastrzegając, że historię może poznać świat dopiero po jej śmierci:
- Kiedy zmarła jego matka, znajomy pastor zaczął go molestować. Myślę, że to nie dawało mu spokoju przez całe życie. W sumie to wiem, że tak było. Dużo o tym rozmawialiśmy. Kiedy kręciliśmy "Olbrzyma", nie spaliśmy całymi nocami, tylko rozmawialiśmy i rozmawialiśmy - opowiadała Liz Taylor.

Ikona na wieki


Jak to się stało, że Dean wyrósł na obiekt kultu i przedmiot fascynacji wielu pokoleń?
Dean zginął w wypadku samochodowym, a jego śmierć była dla wielbicieli wstrząsem. I choć w tym miejscu zapewne zabrzmi to brutalnie, nic tak nie pomaga w osiągnięciu statusu legendy popkultury jak nagłe odejście z tego świata. Legenda zaczyna żyć własnym życiem. Tak się stało z Deanem, do dziś uosabiającym symbol buntu dla kolejnych pokoleń nastolatków.