Dress code,

Korporacyjne zniewolenie

stycznia 24, 2017 So She 0 Comments


Włosy krótko przystrzyżone albo upięte w kok. Koszula i garnitur wyłącznie w określonym kolorze. Paznokcie, jeśli pomalowane, to tylko na kolor nude. W świecie korporacji to firma określa i decyduje o wyglądzie pracownika w sytuacjach formalnych i nieformalnych. Często zniewala tym ludzi, którzy nie znoszą wpasowywać się w sztywne ramy. I gdzie tu wolność?


Przychodzenie do pracy w garniturze lub garsonce i podporządkowywanie się formalnemu dress codowi wiele osób traktuje jak utratę wolności. Dlatego z wielkim oporem godzą się pracę w firmie X czy Y, która nie pozwala na bycie sobą i ubieranie się zgodnie ze swoim gustem i nastrojem. Nawet gdy posiadają bardzo wysokie kwalifikacje, nie mają zamiaru zamknąć się w biurowym obozie.

Wygląd branżowego uniformu określa sama firma

Zawody takie jak informatyk, dziennikarz, malarz, pisarz czy projektant mody, pociągają wolne ptaki, które mogą pozwolić luz w kwestii ubioru. Podobnie jest ze sporym gronem freelancerów, czyli osób, które wykonują określone zlecenia dla podmiotów zewnętrznych, korzystając ze swojej wiedzy i umiejętności i nie są związane z firmami wydawniczymi stosunkiem pracy.

Ci, których wchłonęła korporacja, zwykle nie mogą pozwolić sobie na luźny i swobodny styl, bluzy z kapturem w burym kolorze, wymiętoszone koszulki i powypychane bojówki. Podstawą jest tu dress code, czyli ściśle określony regulamin ubierania się. Niestety, zbiory zasad normujących wygląd w pracy coraz częściej pojawiają się nawet w firmach kojarzonych dotąd raczej z dużą swobodą pracowników w decyzjach dotyczących ubioru. Nie brakuje więc obaw, że niedługo wszyscy wejdziemy w branżowy uniform.

Jakiś czas temu świat zszokowała informacja, że firma Abercrombie and Fitch, młodzieżowa marka kojarzona z luzem i swobodą, odsyła do domu swoich pracowników, jeśli ich fryzura nie jest zgodna z firmową instrukcją. Okazuje się więc, że dla marki istotne jest budowanie wizerunku poprzez pracowników, od których oczekuje się nie tylko odpowiedniej fryzury, ale nawet wagi i… wymiarów. I tu ciekawostka - choć np. w USA postrzegane jest to jako przejaw dyskryminacji, za co na pracodawcę nakłada się gigantyczne kary, ten opłaca je, nie zmieniając przyjętych wcześniej reguł. Jaki ma w tym cel? Przede wszystkim firma jest "na świeczniku", mówi się o niej, a to pozwala gromadzić określoną grupę docelową wokół swojej marki. Marketingowcy są więc czujni.

Coraz częściej dress code i wkracza do firm, które dawniej kojarzone były z pewną nonszalancją w tym temacie. Nakaz dbania o siebie to podstawa, również jeśli mamy na myśli nadprogramowe kilogramy. Świat skonstruowany jest tak, że osobie, która ma nadwagę i o siebie nie dba, trudno jest sprzedać komuś produkty zdrowotne, bo to nie jest wiarygodne. Podobnie ciężko zaufać fryzjerowi, który ma przetłuszczone włosy. Mówiąc prościej, przestrzeganie zasad dress codu ułatwia zrobienie pozytywnego wrażenia w trakcie biznesowych spotkań, ale też w wykonywaniu codziennych obowiązków.

Historia zna przypadki, kiedy pracownicy za niedostosowanie się do ustalonych przez pracodawcę reguł tracili pracę. Sama wspominam sytuację, kiedy w mojej dawnej firmie jeden z kierowników zwrócił się do podwładnej tymi słowami: "Ja tobie dam premię, tylko ty sobie kup coś normalnego do ubrania".


0 komentarze: