Bielenda,

Chusteczka brązująca do ciała firmy Bielenda | Nie polecam

lipca 12, 2017 So She 0 Comments

Miała być hitem, okazała się bublem. Chusteczka brązująca do ciała firmy Bielenda (Magic Bronze) nie spełnia oczekiwań już na starcie.


Samoopalacze to produkty dla tych, którzy nie mają czasu na urlop i wygrzewanie się na słońcu, a chcą latem wyglądać przyzwoicie. To też kosmetyki dla osób stroniących od słońca, ale chcących nieco się przybrązowić, aby nie straszyć otoczenia bladością.

Chusteczka brązująca do ciała firmy Bielenda. Za atrakcyjną ceną nie idzie (niestety) jakość

Zacznijmy od zalet, bo warto o nich  powiedzieć. Chusteczka brązująca do ciała firmy Bielenda jest poręczna, schowana w niewielkim opakowaniu. Taki kosmetyk łatwo zabrać w podróż, nawet kilka opakowań zmieści się w kieszeni. Kolejną zaletą jest niska cena - opakowanie kosztuje 1,69 zł. Produkt ma też dość nienachalny zapach. To chyba tyle, jeśli chodzi o dobre słowo na temat tego samoopalacza.

Otwieram i co widzę - na początek to, co obiecuje producent, czyli chusteczkę. Jest trochę niewymiarowa - zbyt wąska i długa. Nie mieści się w dłoni. Dla porządku dodam, że wymyka się nawet z drobnej dłoni.
Przeczytałam, że "forma chusteczki ułatwia równomierną i komfortową aplikację". Cóż, mi się to nie udało. Chusteczka roluje się już przy pierwszym przesunięciu na skórze, a zawarty w niej brązujący kosmetyk (krem) natychmiast się wchłania i strasznie trudno jest go równomiernie rozprowadzić. O komforcie nie ma mowy, pojawia się za to irytacja. Poza tym chusteczka jest dość sucha. Jedno opakowanie wystarcza raptem na jedną nogę lub dwie ręce.
Miałam nadzieję, że chusteczki są dobra alternatywą, kiedy mamy mało czasu. Jednak udręka z aplikacją sprawia, że jest zupełnie odwrotnie. Czasu na aplikację trzeba mieć więcej niż się zakładało. No chyba, że ktoś może wyjść na ulicę ubarwiony w paski.

Producent pisze, że po użyciu otrzymamy "piękny, słoneczny odcień naturalnej opalenizny". Moim zdaniem efekt jest nienaturalnie pomarańczowy. Na pewno nie jest to "Holiday skin", jak mi obiecano na opakowaniu.
Podsumowując - oto drogeryjnym bubel pod szyldem Bielendy.



0 komentarze: