CD,

Yes | Topographic Drama - Live Across America

listopada 24, 2017 So She 0 Comments


Tak, wiem, co sobie pomyślą (albo co myślą już od wielu lat) zaciekli fani grupy Yes. Że to wszystko jest bez sensu, że tak nie można, że to zwykła farsa. I ja się z tym całkowicie zgadzam. Co wcale nie przeszkadzało mi w tym, by… z przyjemnością posłuchać nowego wydawnictwa opatrzonego słynnym logiem zaprojektowanym przez legendarnego Rogera Deana.



I może od projektu graficznego „Topographic Drama – Live Across America” zacznę. Bo nie ukrywam, że mam straszny sentyment do okładek Yesów. Dla kogoś mogą być dziełami sztuki, dla kogoś ocierać się o kicz, ale dla mnie wychowanego na winylowych (czytaj: wielkich, przykuwających wzrok, po prostu pięknych) okładkach Yes, jest to zawsze miły powrót do obcowania z bajkowym światem progresywnego rocka. Pamiętam, jak nie mogłem się pogodzić z tym, że na „90125” czy „Big Generator” nie było obrazów Deana. Na szczęście obecnie artysta ten ciągle jest obecny na kopertach Yes.

Yes, Topographic Drama – Live Across America


Ok, zdaję sobie sprawę, że w tych naszych cyfrowych czasach wychwalanie w recenzji płyty na samym jej początku okładki jest niestosowne albo bardzo podejrzane. To prawda. Bo chodzi o to, że z grupą Yes fani mają problem, ponieważ ich ulubiona nazwa z czasem brutalnie zaczęła się zmieniać w cover band. Trudno w to uwierzyć, ale na „Topographic Drama – Live Across America” występuje tylko dwóch oryginalnych członków zespołu: Steve Howe i Alan White! Największym szokiem jest oczywiście brak Chrisa Squire’a, który zmarł w czerwcu 2015 roku. Wcześniej fani nie mogli przede wszystkim odżałować i darować grupie nieobecności wokalisty Jona Andersona. Jego charakterystyczny głos to w końcu kwintesencja Yes. A jednak w pewnym sensie tę lukę dało się zapełnić, bo przyjęty na jego miejsce (również) Jon Davison śpiewa niemal identycznie.
Co ciekawe na „Topographic Drama – Live Across America” wokal Davisona lepiej się sprawdza w trakcie pierwszego setu, czyli odegrania w całości płyty „Drama” z 1980 roku. Dla przypomnienia, to był wówczas pierwszy album, na którym nie zaśpiewał Anderson. Zastąpił go słynny producent oraz muzyk grupy The Buggles (dla mniej zorientowanych, to ta kapela, która wyśpiewała słynne „Video Killed The Radio Star) Trevor Horn. Teraz okazuje się, że Jon Davison potrafi świetnie połączyć oba charakterystyczne głosy Andersona i Horna, co daje naprawdę niezłą mieszankę. Słychać to szczególnie w popisowym dla każdego wokalisty „White Car”.
Po odegraniu „Dramy” panowie zostawiają nam jeszcze bisy w postaci „And You And I” z opus magnum Yesów „Close To The Edge” oraz „Heart Of The Sunrise” z równie wysoko ocenianego „Fragile”.

Co z tym winylem?
David Bowie. Nowa trylogia berlińska
Miastofonia | Dźwiękowa mapa Gdyni


W drugiej części mamy to, co w tytule albumu znajduje się w części pierwszej, czyli powrót do monumentalnego dzieła jakim było wydane w 1973 roku „Tales From Topographic Oceans”. Dla niektórych było to dzieło zbyt pompatyczne, przegadane, najnormalniej nudne. Może dlatego teraz wrócono tylko do „The Revealing Science of God” i „Ritual”, a „The Ancient” jedynie zaznaczono we fragmencie (tu pod tytule „Leaves Of Green”). „Tylko” jest chyba mało precyzyjnym określeniem, bo jedynie te dwa pierwsze nagrania trwają ponad… 40 minut. Pominięto w całości „The Remembering” (choć przyznajmy, że z „Tales” ten utwór był najmniej przekonujący i chyba dobrze, że go usunięto z setlisty). W zamian dano fanom w ramach bisów nieśmiertelne „Roundabout” oraz „Starship Trooper”.

Podsumowując, to już trzecie wydawnictwo koncertowe odgrywające klasyczne albumy Yes. W 2014 roku ukazał się „Like It Is: Live at the Bristol Hippodrome”, gdzie zaprezentowano w całości „Going For The One” i „The Yes Album”, a w następnym roku „Like It Is: Yes at the Mesa Arts Center” (tam mamy całe „Close To The Edge” i „Fragile”). Po przesłuchaniu „Topographic Drama – Live Across America” nie mam wątpliwości, że to najlepsza pozycja z tej trójki.

Waldemar Ulanowski





0 komentarze: