Berlińska trylogia,

Co David Bowie robił w Berlinie?

sierpnia 28, 2018 So She 0 Comments

Komu David Bowie kojarzy się z Berlinem? Założę się, że niewielu z was. Tymczasem właśnie w Berlinie Bowie nagrał swoje dwie najlepsze płyty. Berlin go fascynował. W tym mieście, między innymi w towarzystwie Iggy Popa spędził kilka intensywnych chwil swojego życia. Spróbujmy podążyć śladami muzyka.

Hansa Studio fot. SoShe.pl


W 1976 roku David Bowie był u szczytu sławy. Działał na scenie prawie 10 lat. Miał na koncie mnóstwo niezwykle udanych singli (m.in. „Space Oddity”, „Changes”, „Life on Mars?”, „Starman”, „Five Years”, „Rebel Rebel”, „Fame” czy „TVC15”) oraz kilka wybitnych albumów (choćby kultowy „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars”, mega-przebojowe „Alladin Sane” i „Young Americans” oraz ambitny „Station to Station”). Po tej ostatniej płycie udał się w męczącą trasę koncertową po Europie i Ameryce Północnej. Do tego zdążył jeszcze zagrać główną rolę w filmie science-fiction „Człowiek, który spadł na ziemię”. Życie światowej gwiazdy coraz mocniej odbijało się na kondycji Bowiego – tak fizycznej jak i psychicznej. Kto choć trochę orientuje się w temacie, wie, z czym to się wiązało. Szczególnie mocno Thin White Duke’a (bo takie alter ego wówczas przybrał po „uśmierceniu” Ziggy Stardusta) przybiły narkotyki. Widać to było w coraz bardziej marnej posturze muzyka, a i z głową potrafił mieć nie wszystko w porządku. Objawiało się to w przypadku wywiadów prasowych, gdzie bełkotał coś o Hitlerze jako pierwszej gwieździe popu i rzekomej fascynacji nazistowskimi przywódcami (były też oskarżenia o rasizm).

Na szczęście ten chory epizod nie zmarnował mu kariery, ale widać było, że Bowie się pogubił i wymagał leczenia. Niespecjalnie w walce z uzależnieniem pomagała mu przyjaźń z „efant terrible” rocka, protoplastą punka i liderem nieodżałowanych The Stooges, Iggy Popem. A żeby było jeszcze bardziej depresyjnie, to David zaczął mieć kłopoty finansowe; wszystko bowiem kosztuje, wystawne życie i używki szczególnie. Dlatego postanowił trochę zwolnić. Najpierw zamieszkał w spokojnej Szwajcarii, a potem przeniósł się do RFN, konkretnie do Berlina Zachodniego (tak, tak, był kiedyś taki dziwny twór na mapie świata – to informacja dla młodych czytelników).

Dlaczego właśnie tam? Zacznijmy od bardziej przyziemnych kwestii. Było taniej, a Bowie starał się już nie szastać forsą (zdarzały się nawet tak nie przystające do życia gwiazdki przypadki, jak to, że był strofowany przez żonę za to, że kupił sobie marynarkę za… 100 funtów). Jednak nie oszukujmy się. Nie to było główną przyczyną wyboru nowego miejsca do życia. Bowie mógł znaleźć przecież jeszcze tańsze i nadal ciekawe miejsca. Zainteresował się Berlinem, bo zafascynowany był sztuką współczesną , która kwitła tam w najlepsze, ale przede wszystkim (w końcu był głównie muzykiem, choć zdarzało mu się malować) padł na kolana przed niemiecką sceną elektroniczną i kraut-rockową. Chciał być jak najbliżej takich zespołów, jak Kraftwerk, Can, Neu! Czy Tangerine Dream; chciał oddychać ich powietrzem i czerpać inspiracje. Do tego zakolegował się z twórcą ambientu i byłym klawiszowcem Roxy Music, Brianem Eno. To miało dać niesamowity, rewolucyjny efekt na nowej płycie Davida Bowiego „Low” (początkowo miała nazywać się bardziej realistycznie „New Music Night and Day”).

Jednak szlak bojowy do „Low” Bowie przetarł pomagając Iggy Popowi w jego powrocie na scenę. To, co będzie na berlińskich albumach Davida, słychać też na solowych krążkach lidera The Stooges („The Idiot” i „Lust for Life” – oba wydane w 1977 roku, obu producentem był David Bowie), czyli mroczne, elektroniczne brzmienia, jednostajny rytm, depresja, objawy szaleństwa.

Klimat Berlina Zachodniego naprawdę daje się we znaki na tych nagraniach, których dokonywano w słynnym Hansa Studios przy Kothener Strasse na Kreuzbergu (legendarna jest głównie sala Meistersaal, monumentalna, zabytkowa, z niepodrabialną akustyką). Hansa Studios z racji umiejscowienia nazywane było „Hansa by the wall” i faktycznie mieściło się tuż przy Murze Berlińskim, który dzielił nie tylko miasto, ale był też symboliczną granicą między cywilizowanym światem zachodnim a światem stłamszonym i przybitym przez komunistyczny Związek Sowiecki (co nie przeszkadzało Bowiemu wybrać się tam dwa razy; z jednej z tych podróży przywiózł inspiracje do instrumentalnego kolosa, który znalazł się potem na „Low” pod wiele mówiącym nam tytułem… „Warszawa”).

Ciekawie o pracy w studiu przy murze opowiadał Tony Visconti, współproducent berlińskich płyt Bowiego. Mówił on, że czasami strażnicy stacjonujący na wieżyczkach po wschodniej części muru próbowali podejrzeć ich w studiu, kierując światła reflektorów w stronę ich okien, co nadawało ich zajęciu i abstrakcyjnego, ale też i przerażającego posmaku, szczególnie że żołnierze ci wyposażeni byli nie tylko w światło, ale i broń palną z ostrą amunicją.

Na stronie internetowej Hansa Studio znajdziecie informacje o organizowanych regularnie wycieczkach szlakiem Bowiego fot. musictours-berlin.de
Berlińskie mieszkanie Bowiego przy ul. Hauptstrasse


Słuchając obu nagranych w Berlinie płyt Bowiego, czyli „Low” i „Heroes”, nie dziwmy się ich dusznej, przygnębiającej atmosferze. W Hansa Studios w tych czasach nie mogła powstać wesoła, skoczna muzyka. Widać to nawet po liście nagranych tu krążków. Oprócz depresyjnych albumów Bowiego i Popa (wszystkie cztery wydane w jednym 1977 roku), rejestrowano tu mroczne „Force Majeure” Tangerine Dream (1979 rok), zimne „Night Time” Killing Joke (1984) i utrzymane w podobnym klimacie „Brilliant Trees” (1984) – solowe dokonanie lidera Japan, Davida Sylviana.

W Hansa Studios Fish i spółka nagrali w 1985 hitowy album Marillion „Misplaced Childhood” i również o tej płycie można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jest przepełniona radością. Królują na niej bowiem nostalgia, smutek, chłód. Inni giganci muzyki z lat 80., czyli Depeche Mode, miksowali w Hansie swoje trzy najbardziej mroczne albumy: „Construction Time Again” (1983), „Some Great Reward” (1984) i „Black Celebration” (1986).

Dodajmy jeszcze na koniec, że przy Murze Berlińskim nagrywali Nick Cave and The Bad Seeds, The Psychodelic Furs, Siouxie and The Banshees, Wire czy Pixies, a już mamy całkowity dowód na to, że miejsce studia miało gigantyczny wpływ na artystów w nim nagrywających. Nawet kiedy U2 przyjechali tu jesienią 1990 roku, czyli już po zburzeniu muru, to i tak nagrali depresyjną „Achtung Baby”.



Hansa Studio wciąż istnieje fot. SoShe.pl

Dzisiaj Hansa nadal istnieje w tym samym miejscu, już mocno okrojona do jednego studia. Po śmierci Davida Bowiego w oknie Meistersaal wystawiono jego wielkie zdjęcie. Bo był Bowie tego studia najważniejszym gościem.

Waldemar Ulanowski

0 komentarze: