film Filipa Bajona,

Kamerdyner – Muzyka z filmu intryguje, wzrusza, przeraża i rozkochuje

września 18, 2018 So She 0 Comments



Niezwykły film Filipa Bajona o dramatycznych losach Polaków, Niemców i Kaszubów w ciągu czterech dekad pierwszej połowy XX wieku, musiał otrzymać niezwykłą oprawę dźwiękową. Tak też się stało. 



Rolę kompozytora powierzono młodemu, ale już bardzo doświadczonemu Antoniemu Komasie-Łazarkiewiczowi (pochodzi on z filmowej rodziny; matka i ojciec to znani reżyserzy Magdalena i Piotr Łazarkiewiczowie). Antoni zaś ma już na koncie soundtracki do takich filmów, jak „W ciemności”, „Boisko bezdomnych”, „Janosik. Historia prawdziwa”, „Pokot”, „Konwój”, „Amok” czy „Miasto 44” oraz kilkudziesięciu innych, w tym wielu filmów dokumentalnych, spektakli telewizyjnych oraz seriali. 

 

Muzyka z filmu "Kamerdyner" Filipa Bajona fot. SoShe.pl

 


I tym razem ten genialny absolwent Państwowej Szkoły Muzycznej im. Chopina w Warszawie oraz Akademii Muzycznej w Krakowie wywiązał się z powierzonego zadania doskonale. Muzyka z „Kamerdynera” porusza tak samo jak film: intryguje, wzrusza, przeraża i rozkochuje. Powoduje gęsią skórkę, ale i zimny pot na czole. Są też – tak, tak – momenty, gdy wprawia w trans! To nie ten trans, który młodzi znają z imprez techno, a starsi z krautrockowych, psychodelicznych jazd. Tu bowiem wszystko opiera się na muzyce poważnej, tworzonej przy udziale Polskiej Orkiestry Radiowej oraz solistów. Jednak to, co dzieje się w najdłuższym na płycie (8-minutowym) „Der Untergang”, to nic innego jak czysty trans; przeraźliwie zimny, smutny i posępny, do tego złowrogo narastający i brutalnie zakończony. W ogóle mało radości na tej trwającej 50 minut płycie. Jest trochę nadziei w rozpoczynającym album „Pałacu”, „Mateuszu” czy „Fryderyku”.

Jest i nieco ciepła w tytułowym „Kamerdynerze”, lecz im dłużej słuchamy tej płyty, tym więcej zwątpienia, które rośnie z każdą minutą, przeradzając się w pochód rozpaczy (dobitnie to słychać w „Kurcie”, „Wiesz, co o nas mówią?” oraz w „Długich nożach”). Ale przecież sam reżyser miał przed produkcją muzyki powiedzieć kompozytorowi: „Ten film opowiada o rozpadzie świata”. I Łazarkiewicz tego rozpadu w postaci dźwięków również dokonał. Finałowe kompozycje „Piaśnica” oraz „Matka” tylko dopełniają obrazu zniszczenia.



Na koniec trzeba powiedzieć o tym, co rozpoczyna ścieżkę dźwiękową „Kamerdynera”. To niezwykle piękne „Stare drzewa” Korteza. Kortez, czyli Łukasz Federkiewicz, mniej więcej od 2015  roku jest jedną z najjaśniej święcących gwiazd na polskim niebie muzycznym. Jego album „Mój dom” z zeszłego roku dwukrotnie pokrył się platyną i przez wiele tygodni był numerem jeden list sprzedaży. Wykrojone z niego single „Dobrze, że cię mam” czy „Dobry moment” stały się wielkimi przebojami. Dlatego cieszy, że producenci „Kamerdynera” postawili na taką właśnie promocję i filmu, i soundtracku. „Stare drzewa” też stały się przebojem, choć to smutny utwór. I mimo że nie jest reprezentatywny dla ścieżki dźwiękowej, to mam nadzieję, że przyciągnie ludzi do niezwykłej muzyki Antoniego Komasy-Łazarkiewicza. Ten również porusza te same czułe struny co Kortez, tylko innymi środkami.

Waldemar Ulanowski

0 komentarze: